poniedziałek, 27 stycznia 2014

8

Jesteśmy z Mężem najnudniejszą parą świata. Ponieważ wieczory spędzamy w 99% w domu, dla odmiany rocznice spędzamy w domu zawsze. Przynajmniej zawsze od dwóch lat, bo dalej moja pamięć nie sięga, ale szału chyba też nie było. Nie zwalnia mnie to jednak (w moim przekonaniu) z obowiązku założenia czegoś ekstra i w tamtym roku wybór był jasny. Mąż kupił mi w prezencie urodzinowym sukienkę, podobała mu się bardzo, nie nosiłam jej wcześniej, więc była idealnym ciuchem rocznicowym. Rajstopy i szpilki ze względu na temperaturę, plany i Jego upodobania też nie budziły moich wątpliwości. Raz dwa i byłam gotowa do świętowania.




Kolczyki jakoś dziwnie nie łapały się na żadne zdjęcia, a przez dwa, trzy lata nosiłam je niemal zawsze. Tak naprawdę był to komplecik składający się z trzech par - różowych, zielonkawych i granatowo-złotych, zazwyczaj któreś z nich pasowały do mojego stroju, zwłaszcza wyjściowego.







Tulipany też powoli stają się naszą rocznicową tradycją.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz