Moje zeszłoroczne urodziny spędziłam z Mężem i jego Siostrą, która akurat była u nas na weekend. Wybraliśmy się na śniadanie na Konfederacką 4, a potem do Bonarki, ponieważ Sabina chciała zrobić jakieś zakupy. Moim prezentem od Męża były pieniądze do wykorzystania na wyprzedażach, więc przy okazji coś dla siebie wybrałam. Oczywiście musiałam kupić jakąś opaskę i kolczyki, ale po namowach Męża wybrałam też sukienkę. Ze względu na zakupowe plany mój strój musiał być wygodny, ale nie mogłam odmówić sobie odrobiny błysku.
Spódnicę znacie już z tego posta, torebka i opaska też się wcześniej pojawiły. Sweterek, czego niestety nie widać, ma urocze kraciaste guziczki i śliczne ponaszywane misie. Kupiła mi go Mama podczas wizyty w jednej z rzeszowskich galerii. Zupełnie bez okazji :) Oj tak, moja Mama potrafi mnie czasem zaskoczyć. Moda nie należy do jej zainteresowań, nie przepada też raczej za spacerami po sklepach, no i stara się do odzieżowych zakupów podchodzić oszczędnie. Było jednak w moim życiu kilka momentów, kiedy zupełnie niespodziewanie Mama zainteresowała się ciuchami. Pierwszym była moja studniówka, Mama pomagała mi znaleźć suknię, o co w Rzeszowie nie było łatwo, starała się też, żebym miała odpowiednią fryzurę i makijaż, nie zwracając szczególnej uwagi na wydatki. Drugi taki moment to mój ślub. Mama zdecydowanie nie jest typem kobiety zainteresowanej ślubnymi sukniami, a jednak cierpliwie zwiedzała ze mną kolejne salony, doradzała. I kiedy myślałam, że nie znajdę niczego tak idealnego, jak ta suknia za 4,5 tysiąca złotych, ani raz nie usłyszałam, że taka kwota nie wchodzi w grę (chociaż sama wiedziałam, że nie wchodzi). Próbowała znaleźć jakieś rozwiązanie, na szczęście trafiłyśmy na fantastyczną krawcową i miałam suknię tysiąc razy piękniejszą. Właściwie też Mama była bardziej zainteresowana wszystkimi sprawami związanymi z makijażem, fryzurą, kwiatami niż ja, we wszystkim doradzała i pomogła mi naprawdę wiele załatwić. Teraz przypominam sobie, że spódnicę ze zdjęcia kupiłam, będąc z Mamą na zakupach. Od razu wpadła mi w oko, ale nawet bałam się ją Mamie pokazać. Góra cekinów za 20 złotych? A jednak Mama powiedziała, żeby kupić. Cieszę się, że w momentach, które wymagają od dziewczyny, aby wyglądała najlepiej w swoim życiu, usłyszałam od Rodziców, że warto wydać tych parę złotych więcej, dołożyć więcej starań, a nie że są to jedynie fanaberie i niepotrzebne wydatki.
Od dwóch lat mam jeszcze jedną Mamę, która dba, żebym wyglądała lepiej niż na to zasługuję, a jest to Mama mojego Męża. Dostaję od Niej przepiękne prezenty, często z wyższej półki, więc są to skarby, na które nigdy nie mogłabym sobie pozwolić. Ma zdecydowanie inny styl niż moja Mama czy ja, lubi szpilki i eleganckie sukienki, dzięki czemu zyskuję rzeczy, na które pewnie normalnie nie zwróciłabym uwagi. Na tych zdjęciach z Bożego Narodzenia znalazła się czerwona sukienka, tutaj płaszcz, który dla mnie znalazła i noszę go niemal codziennie, tu baletki, które kupiła dla siebie, ale dostałam je, bo bardzo mi się podobały, były też ludowa chusta i czerwone skórzane rękawiczki, żółta spódnica, która pojawiła się już tu i tu, niebieska torebka - prezent na Dzień Dziecka. Oj, dużo tego, a to tylko część skarbów, które pewnie jeszcze Wam pokażę. O właśnie, jeden jest na powyższym zdjęciu. Na zeszłoroczne urodziny dostałam cekinowy kołnierzyk, który idealnie pasował do mojego stroju. Dzięki niemu mogłam zabłysnąć jeszcze bardziej.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz