Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kozaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kozaki. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 15 grudnia 2014
wtorek, 9 grudnia 2014
środa, 3 grudnia 2014
niedziela, 30 listopada 2014
piątek, 28 listopada 2014
wtorek, 25 listopada 2014
Z archiwum Flickra, część CLXXXVIII
Zdjęcia z mojego imieninowego dnia cztery lata temu. Większą jego część spędziłam w pracy, pierwszy raz odważyłam się założyć tam krótką spódnicę i wysokie szpilki, chociaż dress code nie był bardzo surowy. Stwierdziłam, że z okazji imienin mogę pozwolić sobie na to, za czym właściwie na co dzień nie przepadam. Płaszczyk był imieninowym prezentem od Rodziców, właściwie wybrałam go sama, a Rodzice po prostu zapłacili. W tym roku niestety go nie założę, ale może jeszcze jakoś w lutym czy marcu się uda. Na tegoroczne imieniny Rodzice wybrali podobny wariant i opłacili mi ciążowe dżinsy, właśnie mam je na sobie i próbuję się przyzwyczaić. Spodnie, a już szczególnie dżinsy, to jednak dla mnie prawdziwy ewenement. Pierwsze chwile są ciężkie, chociaż muszę przyznać, że dostrzegam już zalety, zwłaszcza że sama tego chciałam :) Nie wiedziałam tylko, że kupno takich spodni jest aż tak skomplikowane (pewnie tylko dla mnie :)). Ceny spodni generalnie mnie przerażają, zresztą przerażają mnie ceny wszystkich ubrań, dlatego kupuję niemal wyłącznie w szmateksach bądź na wyprzedażach (głównie jednak w szmateksach). Tym razem nie mogłam czekać na wyprzedaż, nie wiem nawet, czy w przypadku odzieży ciążowej mają one miejsce, a w szmateksie pewnie nigdy nie trafiłabym na to, co było mi potrzebne. Chciałam mieć dosyć dopasowane dżinsy (nie legginsy), w jasnym dżinsowym kolorze, z grubszego materiału. Wybrałam się do Galerii Krakowskiej, dział Mama znalazłam tylko w H&M (dowiedziałam się też, że C&A ma taki dział w Bonarce, ale tam już nie mogłam jechać). Z góry uprzedzam, że odrzuciłam sklepy typu Happy Mum ze względu na zbyt wysokie ceny. Przejrzałam wieszaki, okazało się, że asortymentu w kolorze dżinsowym jest niewiele. Potem odrzuciłam legginsy i zostałam prawie z niczym, bo większość spodni była w rozmiarze 34, czyli o jakieś 5 rozmiarów za mała. Te, które udało mi się przymierzyć, były albo strasznie gryzące, albo za małe (chociaż w moim rozmiarze), albo zbyt dopasowane, albo za cienkie. Zmierzyłam cztery pary, nie kupiłam żadnej. Dzień później zdecydowałam się na ostatnie podejście (ach, ta cierpliwość) w Złotych Tarasach. Do wyboru miałam też aż H&M, asortyment był podobny, ale niektóre pary widziałam po raz pierwszy. Z rozmiarami nadal był problem. Przymierzyłam 3 pary, zdecydowałam się kupić jedną. Wady? Są zbyt długie, ale chyba oszczędzę na skracaniu, skoro i tak będę je nosić do kozaków. Trochę zjeżdżają mi z tyłka, nie wiem, czy źle je dobrałam, czy po prostu już zapomniałam, jak to w dżinsach jest. Czy może powinnam więcej siedzieć w jednym miejscu. Mają delikatne przetarcia, za którymi nie przepadam. Kolor jest raczej ciemny. Są dosyć cienkie, więc nie aż tak bardzo zimowe i pewnie szybciej stracą fason. Zalety? Są. Gdyby nie pomysł Mamy, pewnie w ogóle bym się bez spodni obyła, ale z nimi będzie mi wygodniej. Będę też spokojniejsza o to, że nic mi nie wyjdzie na wierzch i w zimowych miesiącach będę lepiej osłonięta od mrozu. Mają imitację zamka i kieszonek, więc przypominają normalne spodnie. Z kuponem promocyjnym nie były nawet strasznie drogie. Materiał jest całkiem przyjemny. Rzeczą, która bardzo mnie zadziwia, jest to, że wszystkie pasy w spodniach ciążowych są w kolorze spodni, a dla mnie jest oczywiste, że mogłyby być cieliste. Z jednej strony to fajnie, że nie widać dobrze, gdzie spodnie się kończą, a zaczyna pas, z drugiej białe czy jasne koszulki chyba w takim przypadku odpadają.
Prezentem imieninowym od Męża był wtedy koncert Czesława (nawiasem mówiąc, bardzo rozczarowujący), aby wyglądać bardziej adekwatnie do sytuacji, zmieniłam biurową bluzkę na rockową koszulkę. Żeby w ogóle przeżyć, zmieniłam szpilki na płaskie kozaki.
W tym roku dostałam od Męża komplet czterech flakoników perfum Marca Jacobsa, więc mam zapas na kolejne lata :) Muszę tylko zdecydować się, który zapach lubię najbardziej, bo buteleczki są wszystkie śliczne. Przyszła też do mnie paczka od Koleżanki, zawierająca mnóstwo drobiazgów - kolczyki, gumki do włosów, spinki, nawet trafiła się para skarpetek. Wszystko mi się podoba, dzisiaj już dałam szansę jednej gumce i kolczykom. W ogóle stwierdziłam ostatnio, że muszę nosić więcej biżuterii, póki jeszcze mogę. Uwielbiam te moje drobiazgi, a, że są głównie wiszące, w obawie przed ich zniszczeniem i uszkodzeniem moich części ciała, będę musiała na jakiś czas z nich zrezygnować. Tym bardziej cieszę się, że paczuszka zawierała głównie malutkie kolczyki, które będą mogły towarzyszyć mi w kolejnych miesiącach.
Na koniec jeszcze wielki news sprzed tygodnia - kupiłam zimowy płaszcz! Poszłam przebrać manekinkę w Bidze, rozejrzałam się i znalazłam to, czego od jakiegoś czasu szukałam. Mąż oczywiście trochę narzeka, że to nic eleganckiego, ale tak naprawdę nie zabiera mnie na wieczorne wyjścia co wieczór ani nawet co weekend, na dodatek wszystkie inne opcje były gorsze. Ja jestem zadowolona - płaszcz pochodzi z H&M; jest w rozmiarze M, więc w ogóle pełnia szczęścia; podoba mi się na tyle, że będę chciała nosić go również w przyszłym roku; jest dość ciepły; ma pojemne kieszenie; ma fajny (odpinany) kaptur z futerkiem (co ja ostatnio mam z tym futerkiem?); w środku znajduje się sznureczek, który pozwala regulować szerokość, więc mam jeszcze trochę zapasu, a potem będę mogła go zwęzić; w sklepach widziałam ostatnio sto milionów takich płaszczy, czyli jest nadal modny; kosztował 45 złotych. Poza tym jest moim kolejnym (chyba już 4) płaszczem w kolorze wojskowej zieleni i niestety chyba nie bardzo pasują do niego kapelusze, a tej jesieni jeszcze w ogóle ich nie nosiłam. W ogóle jakoś przegapiłam ten czas, kiedy można było założyć po prostu ponczo i kapelusz, a teraz to już noszę ze sobą (bo na sobie jeszcze nie) czapkę i rękawiczki.
A teraz zjadłabym Kinder Niespodziankę, a zjem chyba Milkę Oreo, bo Kinder Niespodzianki nie mam.
piątek, 21 listopada 2014
Z archiwum Flickra, część CLXXXVI
Etykiety:
błyszcząco
,
jesień
,
kozaki
,
legginsy
,
prezent
,
spotkanie ze znajomymi
,
spódnica
,
szmateks
,
torba
,
wardrobe remix
wtorek, 18 listopada 2014
sobota, 15 listopada 2014
piątek, 14 listopada 2014
Z archiwum Flickra, część CLXXIX
Etykiety:
apaszka
,
jesień
,
kolorowo
,
kozaki
,
rajstopy
,
szmateks
,
szorty
,
torba
,
wardrobe remix
,
zuchwała kradzież
czwartek, 13 listopada 2014
Biga styczniowa
Powracam do wspomnień z konkursu "Zostań stylistką Biga". Czas na styczeń. Wiadomo, karnawał, więc o pomysły nie było trudno. Miało być błyszcząco, kolorowo, z nutą imprezowego szaleństwa. Był to pierwszy miesiąc, kiedy osobiście co tydzień pojawiałam się na Ułanów i przebierałam manekinkę. I tak trwa to do tej pory. Stylizacje, które stworzyłam w styczniu, nadal mi się podobają i właściwie trzy z nich mogłabym mieć na sobie (łatwo zgadniesz, która znajduje zastosowanie tylko w rejonach sztuki :)), jedną nawet miałam. Zaczynamy :)
Pierwsza propozycja jest z pewnością znana stałej czytelniczce. Mogłaś zobaczyć ją zarówno na manekince, jak i na mnie tutaj. Wymyśliłam strój na karnawałową imprezę, ale po głębszym namyśle stwierdziłam, że tak mi się podoba, że musi stać się moim zestawem urodzinowym i w całości go kupiłam. W sukienkę na razie się nie mieszczę, ale torebkę noszę często, a bluzkę miałam na sobie ostatnio. Niestety nie było nadal żadnych butów, które mogłabym wykorzystać. No cóż, albo torebka, albo buty. Albo nic. A rzadko i to, i to.
W drugim tygodniu, zainspirowana kolażami Ewy ze Stand Up Fashion, również zaczęłam przesyłać zdjęcia swoich stylizacji w takiej formie. O ile z pomysłów odzieżowych zazwyczaj jestem zadowolona, o tyle zdjęcia od początku wymagały pewnie więcej pomysłowości i umiejętności. I lepszego aparatu niż ten w moim starym Samsungu. Kolaże dały mi możliwość przedstawienia detali, warstw, dodatków na jednym zdjęciu bez konieczności przesyłania miliona fotografii. Czasem niestety chyba na tym traciłam, bo, chcąc ukazać zbyt wiele, uzyskiwałam gorszą jakość. Powróćmy jednak do stylizacji, bo na tym chyba jednak znam się odrobinę lepiej. Nazwałam ją "strojem z "Baśni z 1001 nocy"". Nie jest to oczywiście propozycja na co dzień, a raczej karnawałowe przebranie, chociaż w nieco innym zestawieniu byłby to świetny komplet na lato. Sama byłam zaskoczona tym, że udało mi się znaleźć tak fajnie pasujące elementy, i to nie tylko ubrania, także dodatki. Może nie jest to dokładnie widoczne, ale w funkcji paska występuje apaszka w gwiazdki i księżyce. Torebeczka pokryta jest cekinami, więc postanowiłam z niej skorzystać, mimo że była czarna. Największym hitem były jednak pantofle i szkoda, że nie widać ich lepiej. Znalazłam je już ubierając manekinkę. Były to zwyczajne niezwyczajne pantofle. Złote, wyściełane bordowym aksamitem, bardzo eleganckie paputki dla starszej pani. U mnie posłużyły za arabskie pantofelki. Były elementem zabawowym, żartobliwym, fajnie pasowały do mojego pomysłu, a okazały się jedyną częścią stroju zamówioną przez klientkę i od razu kupioną. Całe szczęście, że ludzie mają tak różne gusta, a w Bidze każdy znajdzie coś dla siebie.
Trzecia propozycja, to, podobnie jak pierwsza, połączenie bluzki i spódnicy. Bardzo lubię takie zestawy, ale jakoś rzadko sama je noszę. Ostatnio mam kilka takich pomysłów (wcale nie dlatego, że ciężko już dopiąć niektóre bluzki) i mam nadzieję, że uda się je wykorzystać. Zestawowi towarzyszyły lejąca cekinowa marynarka i fioletowa torebeczka na pasku. Butów niestety nadal nie było. Inspiracją dla tego stroju stała się moja impreza urodzinowa, a właściwie jej temat przewodni, który, ze względów oczywistych, brzmiał "Klub 27". Chciałam, by było to coś dziewczęcego/kobiecego, ale wygodnego i z rockowymi akcentami.
Ostatnia propozycja to również strój na imprezę, ale, ponieważ zaczęły się mrozy, postawiłam na cieplejsze materiały. Nadal obecny był karnawałowy błysk, także aksamity ładnie mieniły się w świetle. Legginsy i sukienka znalazły się po tygodniu w mojej szafie i były już obecne chociażby tutaj. Miałam szczęście, ponieważ do tej stylizacji mogłam wykorzystać zarówno torebkę (znowu fioletowa, tym razem na łańcuszku) i buty (zamszowe na niewielkim obcasie). W ostatnim tygodniu stycznia zmianie uległa praca nad udokumentowaniem moich propozycji, ponieważ do fotografowania zaprosiłam Kuzynkę i jej profesjonalny aparat. Niestety tło i słabe światło w styczniowe popołudnie zrobiły swoje, ale potem było już tylko lepiej. Dzięki takiemu rozwiązaniu mam też zdjęcia swojego stroju z tamtego dnia.
I piękny portret w cudownej czapie z Atmosphere, którą zresztą Kuzynka mi wyszperała.
środa, 12 listopada 2014
sobota, 8 listopada 2014
środa, 5 listopada 2014
wtorek, 4 listopada 2014
sobota, 1 listopada 2014
Madika i Berbeć. Część VI
Kiedy robiliśmy poniższe zdjęcia w weekend, podczas wizyty u mojego Dziadzia, planowałam wpis o tym, jak to fajnie, że ciągle noszę swoje stare ubrania i jakoś się w nie mieszczę, a nawet wydaje mi się, że nieźle wyglądam. Aż nadeszła środa. Mieliśmy zaplanowane spotkanie z koleżanką, ja od kilku dni miałam zaplanowany strój. Z rajstopami i tuniką poszło całkiem dobrze, ale okazało się, że spódnica nijak nie chce się dopiąć (oczywiście, mogę się jeszcze łudzić, że po prostu sama nie dałam rady, ale gdybym miała jakąś pomocną dłoń w pobliżu... :)). To był dziwny moment. Jednocześnie było mi trochę smutno i byłam zupełnie spokojna. Przede wszystkim niepokoiło mnie to, że mój plan nie zostanie zrealizowany. Z drugiej strony, wiedziałam, że przecież Berbeć zdrowo rośnie, nie zmieściłam się w coś dopiero pod koniec szóstego miesiąca, a szafę i tak mam pełną ciuchów. Gorzej, że zdarzenie to miało związek z bardzo fajną czarno-białą spódniczką z H&M, którą kupiłam w szmateksie jeszcze wiosną. Do tej pory jakoś nie miałam okazji jej założyć, bo jest dosyć elegancka, ale mierzyłam ją kilka tygodni temu i była dobra, więc sądziłam, że dam radę się w nią zmieścić. Zapomniałam tylko, że w tym przypadku czas działa na moją niekorzyść. Tak, wiem, mam teraz superfajną nową spódnicę na przyszły rok. Ale ja jednak nie lubię, jak plan się zmienia. Chciałam jeszcze w tym roku założyć moją skórzaną sukienkę, różaną spódnicę i tę właśnie czarno-białą spódniczkę. Z pierwszymi dwiema jakoś zdążyłam, ale jednak plan nie został zrealizowany w 100%.
A poza tym faktycznie noszę swoje stare ubrania, w tym urodzinową bluzkę i jedną z ulubionych spódnic. Czuję się bardzo atrakcyjnie, mam ochotę się stroić, wymyślać różne zestawy i nosić szpilki. Może niekoniecznie te ze zdjęcia, bo zrobiły się trochę ciasne, ale jakiś tam wybór jeszcze mam. Czuję, że moje ubraniowe życie uratowały ciążowe rajstopy, które zdecydowałam się zakupić, mimo że występują tylko w czarnym kolorze. Może nawet dokupię jeszcze jedną parę? Dzięki nim nie jestem skazana na botki i kozaki, mogę założyć coś bardziej eleganckiego i mam coś, co pasuje do ubrań, które niekoniecznie są w barwach ziemi. Znalazło się nawet jakieś rozwiązanie na jesień, które może sprawdzi się także zimą, mianowicie ponczo. W szmateksie kupiłam bordowe, a Mama pożyczyła mi swoje szare. Mama wyszperała też dla mnie płaszczyk, niestety cieniutki, rozmiarowo w sam raz na teraz i nie zapina się pod szyją, ale za to jest lekki, ładny i fajnie komponuje się z wieloma elementami. A już w weekend wielkie mierzenie zimowych płaszczy. Mam nadzieję, że coś się da wykombinować.
niedziela, 19 października 2014
sobota, 18 października 2014
Z archiwum Flickra, część CLIX
Etykiety:
jesień
,
kozaki
,
legginsy
,
praca w szkole
,
sukienka
,
szmateks
,
torba
,
wardrobe remix
piątek, 5 września 2014
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)



















.jpg)

















