Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczelnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczelnia. Pokaż wszystkie posty
sobota, 13 grudnia 2014
niedziela, 7 grudnia 2014
Biga kwietniowa
Kwiecień jest dla mnie takim dziwnym miesiącem (przynajmniej w tym roku był), kiedy radość pierwszych wiosennych dni przeplata się z refleksją Wielkiego Postu. Kuszą kolorowe wesołe zestawienia, a jednak czuję, że czasem powinno się wybrać coś bardziej stonowanego, spokojniejszego i (przede wszystkim do kościoła) zakrywającego ciało. Przygotowując stylizacje kwietniowe starałam się wszystko to wziąć pod uwagę. Po raz kolejny pomagała mi Kuzynka, tylko w pierwszym tygodniu sama robiłam zdjęcia.
Pierwsza propozycja jest chyba bardziej kolorowa niż stonowana :) Po kilku marcowych stylizacjach dziewczęcych postawiłam na coś bardziej kobiecego. Niekoniecznie w moim stylu, nie tylko ze względu na spodnie i szpilki :) Ale były buty, była torebka, była biżuteria i wszystko tak fajnie złożyło się w całość kolorystyczną, że strój naprawdę mi się podoba. Nie pamiętam, czy było to wiosną, czy latem, ale stopniowo w Bidze zaczęło pojawiać się coraz więcej ciekawej biżuterii, od jakiegoś czasu nawet firmowanej przez Bigę, stale dostępnej, dzięki czemu stylizacje mogły być bardziej urozmaicone, no i można się w fajne rzeczy zaopatrzyć.
Drugi zestaw bardzo kojarzy mi się z moją Mamą. Myślę, że wszystkie te elementy mogłaby założyć (no może poza butami na obcasie, chociaż są śliczne), a i w całości taki strój jakoś mi do niej pasuje. Mnie podoba się tutaj wszystko, ale samej siebie w tym nie widzę. Przepraszam za niewyprasowane spodnie, ale takie niestety są realia - rzeczy są odkładane wcześniej do koszyka, więc mają prawo się wymiąć, a niektóre materiały są dosyć wrażliwe. Oczywiście mogłam, biorąc to pod uwagę, zrezygnować z takich elementów, ale, ponieważ były bardzo ładne i pasowały do konkretnego pomysłu, liczyłam na wyrozumiałość oglądających i oceniających. W końcu chodziło o to, aby zachęcić do zakupów, a w domu każdy może sobie ubrania poprasować :) Zarówno kolory, jak i fasony powyższych rzeczy spowodowały, że kojarzą się one ze stylem safari. Może w kwietniu jest jeszcze na to za wcześnie, ale jakoś nie mogłam się oprzeć :)
Trzeci zestaw przypadł na Wielki Tydzień, ale nie byłabym sobą, gdybym nie przemyciła odrobiny koloru. Strój jest dosyć skromny, a mimo to kobiecy. Myślę, że na uczelni czy w pracy sprawdziłby się doskonale. W poprzednich dwóch propozycjach poszalałam i zdecydowałam się na krótki rękaw, tutaj powróciłam na ziemię i połączyłam kilka warstw, bardziej adekwatnie do kwietniowej pogody.
Na Wielkanoc chciałam zaproponować coś dziewczęcego, pastelowego, wiosennego, ale jakoś bardzo mi się spodobały te neonowe buty na koturnie. Dodałam do tego jeszcze prześliczną wiklinową torebkę i wyszedł zestaw bardziej na piknik niż świąteczne śniadanie :) Jest to chyba lekki miszmasz, ale jakże uroczy.
W kwietniu, podobnie jak w marcu, zdecydowałam się przedstawić dodatkowy pomysł. Tym razem był to strój na majówkę. Pogoda chyba nie do końca idealnie do niego pasowała (klik klik), ale nie mogłam tego przewidzieć. Zestaw inspirowany był strojem, w którym kiedyś pojawiła się Anja Rubik. Mówiąc językiem użytkowniczek Allegro, zdjęcie nie oddaje jego uroku.
czwartek, 20 listopada 2014
poniedziałek, 17 listopada 2014
środa, 12 listopada 2014
sobota, 8 listopada 2014
poniedziałek, 3 listopada 2014
poniedziałek, 27 października 2014
czwartek, 2 października 2014
wtorek, 16 września 2014
piątek, 13 czerwca 2014
piątek, 6 czerwca 2014
sobota, 31 maja 2014
środa, 28 maja 2014
Z archiwum Flickra, część XCIII
Jako mała dziewczynka zupełnie nie interesowałam się modą. Nie pamiętam, żebym przymierzała napotkane szpilki czy lubiła nosić sukienki. Z pewnością nienawidziłam rajstop, zwłaszcza tych grubych, które wciskali na mnie rodzice. Zresztą myśl o takich "dorosłych" rajstopach była równie straszna - one gryzły. Na rozpoczęcie szkoły poszłam w adidasach, na komunię cudem znalazłyśmy z Mamą nielakierowane buty, lakierki wydawały mi się prawdziwym koszmarem. Nosiłam głównie spodnie, do tego jakąkolwiek koszulkę czy bluzę. W liceum zaczęłam powoli przekonywać się do sukienek i spódnic, zwłaszcza że taka odmiana mojego stroju spotykała się z wieloma komplementami. Byłam jednak fanką stylu hippie, więc królowały w mojej szafie dzwony i bluzki z rozkloszowanymi rękawami. Zimą nosiłam glany, w inne pory roku trampki. Kiedy poszłam na studia, odkryłam Forum Moda i prezentowane tam przez dziewczyny stylizacje. Odważyłam się nawet wysłać coś własnego, ale zostałam skrytykowana i zrezygnowałam z dalszych prób. Ciągle jednak szukałam nowych inspiracji i w ten sposób odkryłam grupę Wardrobe Remix na Flickrze, która była wtedy u szczytu popularności. Ponieważ byłam zbyt nieśmiała, żeby dodać własne zdjęcia do grupy, na początku wrzucałam je tylko na swoje konto na Flickrze. Teraz najciekawsze z nich prezentuję w cyklu "Z archiwum Flickra". Po paru miesiącach, 28 maja 2008 roku, zdarzyło się jednak coś zupełnie niespodziewanego, co sprawiło, że przez kolejne 3 lata niemal codziennie dodawałam swoje stroje do Wardrobe Remix i pewnie robiłabym to do tej pory, gdyby nie wyjazd mojego Narzeczonego. Otóż moje zdjęcie skomentowała Piksi. Napisała, że podoba jej się strój i że powinnam dołączyć do grupy. A czemu to takie wielkie wydarzenie? Tym, którzy nie pamiętają (lub nie wiedzą), mogę tylko wspomnieć, że Piksi, studentka weterynarii z Helsinek, była w tamtych czasach inspiracją chyba dla wszystkich dziewczyn zainteresowanych modą, jej stroje były kopiowane i wszyscy chcieli koniecznie kupić czarną spódnicę z wysokim stanem marki Numph, którą nosiła Piksi (o, taką!).
niedziela, 11 maja 2014
niedziela, 4 maja 2014
wtorek, 29 kwietnia 2014
niedziela, 13 kwietnia 2014
niedziela, 30 marca 2014
czwartek, 27 marca 2014
Zima, wiosna, lato, jesień i znowu zima
Przez większość swojego życia właściwie nie zauważałam pór roku. Wiedziałam oczywiście, że istnieją. Zdawałam sobie sprawę z tego, kiedy się zaczynają. Muszę przyznać, że odróżniałam głównie zimę od lata. Wiosny i jesieni nie lubiłam, rano było zimno, a potem trzeba było taszczyć płaszcze czy kurtki, bo w ciągu dnia zrobiło się gorąco. Lato uznawałam za najlepsze, wiadomo - wakacje. Dostrzegałam różnice w długości dnia i temperaturze, ale nie przywiązywałam do nich większej wagi. Od jakiegoś czasu sytuacja się zmienia. Nadal nie bardzo wiem, o co chodzi w długich zimowych wieczorach - nigdy nie mam czasu, żeby usiąść z kubkiem gorącej czekolady przy kominku (nawet nie mam kominka) i poczytać książkę. Polubiłam jednak perspektywę spacerów w śniegu, ciepłych swetrów, płaszczy, czapek, szalików, rękawiczek (chociaż tych ostatnich właściwie nie noszę). Uwielbiam ciepłe piżamki i grube szlafroki. Zima to nie tylko przepyszna gorąca czekolada, nawet pita w biegu, ale też przeróżne herbaty, grzane wino, ciepłe sycące zupy, gorące dania w sporych ilościach. Adwentowy kalendarz (no dobra, to bardziej jesień, ale tak jakby zima), mnóstwo słodkości choinkowych (pierniczki!), mikołajkowych, świątecznych, urodzinowych, walentynkowych i jeszcze Tłusty Czwartek. Mandarynki! Zima ma też ogromną zaletę w postaci Bożego Narodzenia, a ja dopiero w tym roku zauważyłam, że moje urodziny wypadają w karnawale. Czy można sobie wyobrazić lepszy czas na świętowanie? Zima to spanie na chmurce, choinka, wszechobecne światełka i świece. Zapachy korzennych przypraw i pomarańczy. Czerwone policzki i zmarznięte dłonie.
Wiosna to coraz dłuższe dni, więcej słońca, zieleń najpierw nieśmiała, a potem w pełnym rozkwicie. Dziwne uczucie nagości, gdy pierwszy raz po paru miesiącach zakłada się coś innego niż zimowy płaszcz. Wrażenie chodzenia boso, gdy kozaki zamienia się na balerinki. Taki dziwny moment, kiedy, po miesiącach zimy, wszyscy wyciągają z szaf najlepsze ubrania i ulice są kolorowe i radosne. Odliczanie do pojawienia się świeżych pomidorów, kanapki z twarożkiem i rzodkiewką, rzeżucha, która nigdy nie wyrasta na czas. Zioła na parapecie, powracające do życia po zimowym śnie. Więcej energii, nowe nadzieje i postanowienia. Z jednej strony szkoda, że akurat na wiosnę przypada Wielki Post, bo wszędzie pojawiają się kolory, sporo jest radości i uśmiechu. Z drugiej w jakiś naturalny sposób łączy się on z apetytem na zmiany - zdrowszy tryb życia, ruch i witaminy. Wiosna to także Wielkanoc. Kurczaczki, baranki, mazurki, babki i jajeczka powieszone na gałązkach. Kolorowe pisanki i bazie. Kwieciste sukienki, barwne płaszczyki, można wyciągnąć z szafy szpilki bez obaw, że pożre je sól. Długie spacery, pikniki, to też dobry czas na wycieczki. Kwitnące drzewa i kwiaty, zapach świeżych warzyw i wiosennego deszczu. No i truskawki!
Po truskawkach to już pora na lato, maliny, jagody, sałatki owocowe, czereśnie prosto z drzewa. Kanapki z pomidorem i cebulą, pierogi z owocami i knedle ze śliwkami robione przez Babcię. Ciasta z owocami, kompoty i koktajle. Lody, kolorowe drinki i zimne piwo. Grill, sałatki, wizyty na działce u Babci. Wakacyjne wyjazdy, śpiew ptaków o świcie, upalne dni (chociaż o 5 rano bywa chłodno), burze i błyskawice. Sandały, sukienki, długie kolczyki, które wreszcie nie zahaczają o kołnierze. Kolorowe paznokcie, kapelusze, wianki, warkocze, pełen luz :) Poranna rosa, zapach rozgrzanej ziemi po deszczu i świeżo skoszonej trawy. Plaże, woda, wyjazdy, zabronione przez lekarzy drzemki na słońcu. Opalanie przez 5 minut, po czym szukanie cienia. Dla szczęśliwców szorty i koszulki na ramiączkach, a nawet kostiumy kąpielowe. Ogniska, siedzenie do niewiadomoktórej, nocne powroty. Bociany w gniazdach, chmary komarów i innych muszek. Sezon ślubny, nasza rocznica, urodziny Męża i MDM.
Jesień to dla mnie gruszki, jabłka, śliwki, papryka i cukinia. Leczo, owocowe ciasta, już nieco inne niż latem, grzyby. Chłodne wieczory, które nakazują założenie rajstop, i ciepłe południa, pozwalające jeszcze na krótki rękaw. Sukienki pomarańczowe, brązowe i musztardowe, coraz grubsze, nieśmiało pojawiające się swetry. Dążenie do rudości :) Pierwsze ponure dni, ale też złota polska jesień. Mgły i aura tajemnicy. Dymy z wypalanych traw. Spacery po chodnikach zasypanych różnokolorowymi liśćmi, później już tylko coraz bardziej nagie drzewa. Zapach zapasów na zimę, suszonych grzybów i włączanych kaloryferów. Refleksje nad historią, przemijaniem, starością. Wszystko jakby retro. A potem już znowu pierwsze gorące czekolady i grzane wina. Niby to wszystko takie banalne, a jednak przez 25 było dla mnie niedostrzegalne. Aż strach pomyśleć, czego jeszcze nie zauważyłam :)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)































