Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naszyjnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naszyjnik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 grudnia 2014

Biga majowa

Kolejny miesiąc bigowych stylizacji i coraz lżejsze ubrania. Właściwie na maj wymyśliłam stroje letnie, trochę wakacyjne, ale, jeżeli dobrze pamiętam, pogoda w tym miesiącu była raczej udana. Przestałam udawać, że spodnie mają jakiekolwiek znaczenie i zaprezentowałam wyłącznie sukienki i spódnicę. 

Pierwsza propozycja to strój raczej służbowy, ale z marynarskimi akcentami, dokładniej w marynarskich kolorach, bo kotwic jakoś tam nie widzę :)




Kolejny zestaw byłby pewnie idealny na wakacje, ale postanowiłam zaproponować go już na majowy piknik. Tylko kilka elementów, wszystkie dziewczęce i urocze. Sukienka w kwiatki, z koronką i falbanką, przepiękna. Oczywiście chciałam ją wziąć dla siebie, ale jednak miliona takich sukienek mieć nie muszę. Do tego naszyjnik z jaskółką, który teraz jest mój :) Słomiany kapelusz i drewniako-sandały, czyli stuprocentowo piknikowe dodatki. Brakowało tylko koszyczka, choćby takiego, jaki pojawił się w jednej z kwietniowych stylizacji.




Trzeci strój jest idealny na wiosenny spacer. Sukienka pozwala opalić ramiona, a szal chroni przed wieczornym chłodem. Elegancji dodają srebrne sandałki. O, wygląda na to, że w maju miałam szczęście do butów i torebek.




Ostatni pomysł też raczej letni, festiwalowy. Strój, który bardzo chętnie założyłabym sama (jak chyba wszystkie zestawy z maja). Piękna długa kwiecista sukienka, lekko marynarski kardigan, więc coś i na dzień, i na wieczór, zwłaszcza na spacery nad brzegiem morza :) Kolorów dodają paskowe sandałki, romantyzmu liczne naszyjniki, a naturalności skórzana torebka. Troszkę miszmasz, ale idealnie w moim stylu. Gdzie to lato? :)



niedziela, 7 grudnia 2014

Biga kwietniowa

Kwiecień jest dla mnie takim dziwnym miesiącem (przynajmniej w tym roku był), kiedy radość pierwszych wiosennych dni przeplata się z refleksją Wielkiego Postu. Kuszą kolorowe wesołe zestawienia, a jednak czuję, że czasem powinno się wybrać coś bardziej stonowanego, spokojniejszego i (przede wszystkim do kościoła) zakrywającego ciało. Przygotowując stylizacje kwietniowe starałam się wszystko to wziąć pod uwagę. Po raz kolejny pomagała mi Kuzynka, tylko w pierwszym tygodniu sama robiłam zdjęcia.




Pierwsza propozycja jest chyba bardziej kolorowa niż stonowana :) Po kilku marcowych stylizacjach dziewczęcych postawiłam na coś bardziej kobiecego. Niekoniecznie w moim stylu, nie tylko ze względu na spodnie i szpilki :) Ale były buty, była torebka, była biżuteria i wszystko tak fajnie złożyło się w całość kolorystyczną, że strój naprawdę mi się podoba.  Nie pamiętam, czy było to wiosną, czy latem, ale stopniowo w Bidze zaczęło pojawiać się coraz więcej ciekawej biżuterii, od jakiegoś czasu nawet firmowanej przez Bigę, stale dostępnej, dzięki czemu stylizacje mogły być bardziej urozmaicone, no i można się w fajne rzeczy zaopatrzyć. 




Drugi zestaw bardzo kojarzy mi się z moją Mamą. Myślę, że wszystkie te elementy mogłaby założyć (no może poza butami na obcasie, chociaż są śliczne), a i w całości taki strój jakoś mi do niej pasuje. Mnie podoba się tutaj wszystko, ale samej siebie w tym nie widzę. Przepraszam za niewyprasowane spodnie, ale takie niestety są realia - rzeczy są odkładane wcześniej do koszyka, więc mają prawo się wymiąć, a niektóre materiały są dosyć wrażliwe. Oczywiście mogłam, biorąc to pod uwagę, zrezygnować z takich elementów, ale, ponieważ były bardzo ładne i pasowały do konkretnego pomysłu, liczyłam na wyrozumiałość oglądających i oceniających. W końcu chodziło o to, aby zachęcić do zakupów, a w domu każdy może sobie ubrania poprasować :) Zarówno kolory, jak i fasony powyższych rzeczy spowodowały, że kojarzą się one ze stylem safari. Może w kwietniu jest jeszcze na to za wcześnie, ale jakoś nie mogłam się oprzeć :)






Trzeci zestaw przypadł na Wielki Tydzień, ale nie byłabym sobą, gdybym nie przemyciła odrobiny koloru. Strój jest dosyć skromny, a mimo to kobiecy. Myślę, że na uczelni czy w pracy sprawdziłby się doskonale. W poprzednich dwóch propozycjach poszalałam i zdecydowałam się na krótki rękaw, tutaj powróciłam na ziemię i połączyłam kilka warstw, bardziej adekwatnie do kwietniowej pogody.







Na Wielkanoc chciałam zaproponować coś dziewczęcego, pastelowego, wiosennego, ale jakoś bardzo mi się spodobały te neonowe buty na koturnie. Dodałam do tego jeszcze prześliczną wiklinową torebkę i wyszedł zestaw bardziej na piknik niż świąteczne śniadanie :) Jest to chyba lekki miszmasz, ale jakże uroczy.




W kwietniu, podobnie jak w marcu, zdecydowałam się przedstawić dodatkowy pomysł. Tym razem był to strój na majówkę. Pogoda chyba nie do końca idealnie do niego pasowała (klik klik), ale nie mogłam tego przewidzieć. Zestaw inspirowany był strojem, w którym kiedyś pojawiła się Anja Rubik. Mówiąc językiem użytkowniczek Allegro, zdjęcie nie oddaje jego uroku.

środa, 26 listopada 2014

Biga marcowa

Marzec to czas nowych trendów, więc zanim wybrałam się do Bigi, zapoznałam się z tym, co proponowały magazyny. I chyba niewiele na tym skorzystałam :)To również czas nieco cieplejszej pogody, można więc, chociażby w wyobraźni, zdecydować się na lżejsze, warstwowe stroje. Wreszcie jest to czas zupełnie innych, jasnych i naprawdę kolorowych, kolorów. W tym miesiącu również współpracowałam z moją Kuzynką, ale ponieważ mogła dołączyć dopiero w połowie miesiąca, dwie pierwsze stylizacje sfotografowałam sama moim supertelefonem. Początek wiosny tak rozbudził moją kreatywność, że na marzec zaproponowałam nie cztery, ale aż pięć stylizacji. 




Pierwsza propozycja to kwiaty, pastele i kobiecość. Elegancki zestaw do pracy, na spacer czy spotkanie towarzyskie. Warstwy (bluzka, sukienka, kardigan, trencz) zapewniają ochronę przed chłodem, dodatki (apaszka, pasek, naszyjnik, torebka) sprawiają, że strój staje się ciekawszy. Apaszkę do powyższego zestawu zaproponowała Pani Kierowniczka sklepu i myślę, że jest to fajny wiosenny akcent. Torebka i naszyjnik to elementy, których pewnie dla siebie bym nie wybrała, ale do całego zestawu pasowały idealnie.
Nie wiem, czy zauważyłam to dopiero w marcu, czy już wcześniej, ale są w Bidze ubrania, które bardzo długo (nawet przez kilka miesięcy) nie opuszczają sklepu. Były elementy, które kilkakrotnie chciałam wykorzystać, ale jakoś ciągle mi nie pasowały (lub pasowały za którymś razem), były też takie, które wykorzystałam, a potem widziałam je jeszcze wiele razy na wieszaku. Trochę szkoda, że sklep nie proponuje większych (częstszych) obniżek, bo niektóre z tych rzeczy były naprawdę fajne, ale pewnie za drogie. Może pomogłaby też wymiana asortymentu między sklepami, by ubrania, które nie znalazły swojego nabywcy w jednym miejscu, miały szanse zaprezentowania się innym klientom. Powyższą sukienkę mierzyłam, gdy moja ciąża była już widoczna, mniej więcej w sierpniu, czyli aż 5 miesięcy po pokazaniu jej na manekinie. Przy tworzeniu stylizacji też bywało to problemem, bo, chociaż ubrań jest w sklepie ogromna ilość, zdarzało się, że wszędzie widziałam znowu to samo. Klientka, która nie lubi za bardzo szperać, a przychodzi regularnie, mogła się zniechęcić. Ja na szczęście nie jestem tego typu klientką :)




Drugi zestaw to kwiaty, kwiaty, kwiaty i kolory. Sama z chęcią założyłabym taki strój, a bluzkę nawet kupiłam (mogłaś ją zobaczyć tutaj). Chyba już wiesz, że uwielbiam, gdy jakiś wzór pojawia się na kilku elementach ubioru. Postanowiłam wykorzystać to również przy tworzeniu stylizacji, a cóż jest lepszego od bukietu wiosennych kwiatów? 




Kolejny strój to również kwiaty i kolory, ale w bardziej kobiecym wydaniu. Spódniczka to tak naprawdę niezbyt zabudowana sukienka, do tego bluzka bez rękawków, kardigan i pasek z klamrą zwróconą do tyłu. Zawsze żałuję, że na takie proste pomysły nieco innego wykorzystania znanych elementów wpadam tylko tworząc bigowe stylizacje, a jakoś przy ubieraniu się nie potrafię tego zrobić. 




Tworząc zestaw na pierwszy dzień wiosny naprawdę sobie poszalałam. Wyjątkowo pojawiają się spodnie, jest wreszcie torebeczka. Na wiosenny spacer przydaje się zarówno dłuższy sweterek (za to z krótszymi rękawami), jak i trencz. Wszystko w energetycznych, wiosennych kolorach, a białą bluzeczkę usprawiedliwia obecność groszków. Oj, tak, chciałabym teraz mieć na sobie coś takiego :)





Ostatni pomysł to również w stu procentach ja :) Połączenie pasków i kwiatów, kokardka i serduszko, znowu wiosenne kolory, spódniczka i (może nie aż tak piękne i średnio w moim stylu, ale za to wygodne) idealnie dopasowane kolorystycznie balerinki. Buty, torebka i biżuteria w jednym zestawie - zdecydowanie miałam szczęście :)








Więcej o moim stroju już w najbliższych dniach!

piątek, 24 października 2014

Biga grudniowa

Sama już nie pamiętam, w jaki sposób dowiedziałam się o konkursie "Zostań stylistką Biga". Było to jednak zdarzenie w jakimś sensie przełomowe, ponieważ zapewniło mi ciekawą przygodę na cały rok. Udało mi się zostać stylistką we wszystkich czterech edycjach, niestety w żadnej z nich nie zostałam laureatką (przynajmniej w trzech dotychczasowych, a teraz chyba też na wiele nie liczę). Chyba przy pierwszej miałam największe nadzieje na wypad do spa, a jednocześnie nie zdziwiło mnie zupełnie, że zwyciężyła Ewa, autorka bloga Stand Up Fashion. Zarówno jej stylizacje, jak i zdjęcia stały na wysokim poziomie. Później nie liczyłam na wygraną, ale też nie do końca zgadzałam się z decyzjami jurorów. Zresztą ciężko było mi zorientować się w tym, jak wyglądały stylizacje poszczególnych uczestniczek. Czwarta edycja owiana jest mgiełką tajemnicy - propozycje stylistek nie są już przedstawiane na fanpage'u Bigi, zatem wyniki będą zupełną niespodzianką. Ale wróćmy do początków. Opublikowałam post, wysłałam zgłoszenie i z niecierpliwością czekałam na ogłoszenie zwyciężczyń. Wiadomość, która do mnie dotarła, powitałam wielką radością, może nie był to sukces na miarę Nobla, ale dla mnie był to krok w stronę zajmowania się tym, co lubię, w ogóle zajmowania się czymś poza domem, no i liczyłam na dobrą zabawę. Ponieważ regulamin konkursu nie był do końca jasny, a dokładniej nie opisywał w żaden sposób szczegółów naszego zadania, wielokrotnie się stresowałam (co jest zresztą dla mnie typowe), teraz podchodzę już do tego na luzie. Niektóre wspomnienia zacierają się już w mojej pamięci, ale postaram się w kolejnych postach przedstawiać stylizacje z poszczególnych miesięcy, pisać o swoich pomysłach, inspiracjach i wykonaniu. Generalnie zadaniem konkursowym było stworzenie 12 stylizacji (po 4 stylizacje na miesiąc, każda edycja trwała 3 miesiące) z ubrań i dodatków dostępnych w danym momencie w sklepie. Co istotne, wszystkie cztery stylizacje należało stworzyć w pierwszym tygodniu miesiąca. Stanowiło to nie lada wyzwanie, ponieważ w sklepach Biga towar dokładany jest codziennie, ale asortyment taki jak torebki czy buty pojawia się raz na jakiś czas w formie tzw. wystawek. Ubrania dostosowane są do aktualnej pory roku bądź sezonu (stąd obecność na przykład odzieży karnawałowej). Ja miałam i mam niestety tego pecha, że wystawki butów i torebek w sklepie, dla którego przygotowuję stylizacje, zdarzają się rzadko, mniej więcej raz na miesiąc (być może tak jest też w innych sklepach, tego nie wiem). Towar niesprzedany w przeciagu kilku dni jest po prostu ze sklepu zabierany, więc, jeżeli nie trafiłam na odpowiednią wystawkę przy tworzeniu stylizacji, mogłam tylko pomarzyć o zaprezentowaniu całego stroju. Podobnie zresztą wyglądała sytuacja z dodatkami, ale od jakiegoś czasu to się zmieniło i teraz codziennie dostępne są naprawdę fajne rzeczy. Trochę minęło, zanim jedna z pań pracujących w sklepie powiedziała mi, że mogę przecież dobrać sobie coś do stylizacji w tym tygodniu, kiedy ma ona pojawić się na manekinie. Poszłam też po rozum do głowy i po prostu widząc dostawę butów czy torebek, wybierałam te elementy, które mogą mi pasować do kolejnych strojów i odkładałam je na później. Niestety nie zawsze zdawało to egzamin, czasem wystawki są od siebie tak odległe w czasie, że i tak zostawałam bez żadnych dodatków. Doskonale rozumiem ideę sklepów z odzieżą używaną, zdaję sobie sprawę z tego, że rzeczy w nich dostępne są zazwyczaj pojedynczymi egzemplarzami, trudno, żeby powtarzały się w różnych filiach danej sieci, akceptuję też fakt, że nowy towar pojawia się w różnych oddziałach w odmiennych terminach i po prostu muszę korzystać z tego, co jest dostępne (wspominałam zresztą, że nie wiem, czy sytuacja wygląda w sklepach tak samo). Wydaje mi się jednak, że jest coś, co mogłoby wpłynąć na wyrównanie szans wszystkich uczestniczek – identyczne manekiny. Manekinka, którą mam do dyspozycji, pozbawiona jest niestety zarówno głowy, jak i kończyn, co uniemożliwia mi wykorzystanie różnych dodatków, takich jak opaski, ozdoby do uszu, bransoletki czy rajstopy. Utrudnia też korzystanie z kapeluszy bądź spodni, których nie da się założyć, można je jedynie przypiąć do korpusu. Nie sądzę, aby był to czynnik decydujący, ale jednak zauważyłam, że niektóre z dziewczyn mogą ubierać manekina, będącego wierniejszym odzwierciedleniem człowieka :) To chyba wszystko, jeżeli chodzi o moje generalne przemyślenia na temat konkursu, możemy zatem powrócić do grudniowych stylizacji. 
Sklep, z którym współpracuję, jest naprawdę ogromny. Nie korzystałam nigdy przy tworzeniu stylizacji z odzieży na wagę (przy pierwszej wizycie zostałam skierowana do działu z rzeczami wycenionymi i zawsze znajdowałam tam tyle elementów, że nawet nie miałam potrzeby dowiadywania się, czy z drugiej części też mogę korzystać), a całe przygotowanie strojów zajmuje mi zwykle jakieś 3 godziny (wybór ubrań i dodatków, zestawienie poszczególnych elementów, ubranie manekinki w pierwszy strój i zdjęcia). Kiedy po raz pierwszy znalazłam się w sklepie, byłam pod wielkim wrażeniem dostępnych tam ubrań, chociaż muszę przyznać, że ceny na wycenie są raczej wysokie. Początkowo nie mogłam się odnaleźć i co chwilę patrzyłam na metkę, zapominając, że w tym przypadku cena nie gra roli. Sprawdzałam też nieustannie, czy to mój rozmiar, chociaż to również (przynajmniej pozornie) nie miało żadnego znaczenia. Wreszcie starałam się wybierać rzeczy w rozmiarze mniej więcej S/M, co okazało się problemem, gdy wyszło na jaw, że manekinka jest tak naprawdę z wymiarów dosyć podobna do mnie (wtedy była :)). Przy drugim podejściu było już lepiej i od stycznia zaczęłam skupiać się na rzeczach w rozmiarze L. Nie powiem, żeby bycie w rozmiarze manekina nie było pokrzepiające :) Ale tak naprawdę, zanim w ogóle wybrałam się do sklepu, przejrzałam magazyny, powtórzyłam sobie trendy i przemyślałam, jakie mniej więcej stylizacje chcę stworzyć i czego będę na wieszakach szukać. Początkowo wydawało mi się zresztą, że zostaną nam narzucone jakieś tematy przewodnie, co pewnie dawałoby możliwość bardziej obiektywnej oceny i stanowiłoby większe wyzwanie. Zwłaszcza, że po jakimś czasie sama widziałam, że tworzę ciągle to samo, z coraz to różnych ubrań przygotowuję zestawy, które po prostu są w moim stylu. Podejrzewam, że większość dziewczyn mogła poczuć to samo, a narzucony temat przewodni zmusiłby do wyjścia trochę poza własne ramy. Na pierwszy miesiąc postanowiłam przygotować jeden zestaw kojarzący się jeszcze z jesienią, coś ciepłego i kolorowego, jeden zimowy z jakimś kożuszkiem czy sweterkiem, jeden świąteczny i jeden sylwestrowy. W grudniu wymyślenie okazji jest zresztą dosyć proste. Przygotowane przez siebie stylizacje powiesiłam na wieszakach i zostawiłam w sklepie, rozumiejąc regulamin i instrukcje, które otrzymałam, w ten sposób, że ja przygotowuję, natomiast panie pracujące w sklepie co tydzień zmieniają strój na manekinie. Zastanawiałam sie trochę, w jaki sposób efekty mojej pracy będą oceniane, jak dowie się o nich centrala firmy, ale pomyślałam, że być może dostaną ze sklepu zdjęcia albo ktoś będzie przyjeżdżał i oglądał. Ku mojemu zdziwieniu, na fanpage'u zaczęły pojawiać się kolejne stylizacje z innych sklepów, w drugim tygodniu pojawiła się również moja. Nie wiem do końca, z czego to wynika, ale grudzień nie dał mi zbyt wiele satysfakcji, wymyśliłam stylizacje, które uważałam za naprawdę dobre, ciekawe, niestety na zdjęciach (a nawet już na manekinach) nie prezentowały się najlepiej. Nie uważam się za geniusza fotografii, nie mam nawet aparatu fotograficznego, większość późniejszych zdjęć robiłam swoim kiepskim telefonem, ale miałam wrażenie, że nikt nie przyłożył się do zrobienia dobrych zdjęć, nie zostałam też poinformowana o tym, że mogę zrobić zdjęcia sama i przesłać je do organizatorów, a nawet o tym, że mogę przychodzić co tydzień i własnoręcznie ubierać manekinkę - może nie zrobię tego lepiej, ale przynajmniej będę miała pewność, że zrobiłam to tak, jak chcę. Sytuacja została wyjaśniona dopiero w styczniu i od tego momentu wiele się zmieniło, ale o tym następnym razem. Pora na zdjęcia. 




Zaczynamy od stylizacji numer dwa, ponieważ zdjęcie pierwszej nigdy nie ukazało się na fanpage'u, ja też nigdy go nie otrzymałam. Mam nadzieję, że chociaż na manekinie stylizacja wystąpiła, bo była naprawdę fajna. Kiedy zobaczyłam powyższe zdjęcie, miałam ochotę się rozpłakać. Wymyśliłam to wszytko trochę inaczej i tak też pozostawiłam na wieszaku. Piękna cieniutka sukienka miała długie rękawy, których mankiety miały wystawać spod wełnianego sweterka - tutaj nawet nie możemy stwierdzić, czy ten sweterek tam jest. Na to miała być narzucona kożuszkowa kamizelka. Strój złożony z trzech elementów miały dopełniać trzy splecione szaliki - cieniutki biały koronkowy, wełniany beżowy i pomponiasty - owinięte wokół szyi (tak, tak, nie wokół kolan). Nie posądzam nikogo o złe intencje, zdaję sobie sprawę z tego, że trudno jest odczytać i odtworzyć czyjś pomysł, że tak wiele rzeczy umieszczonych na jednym wieszaku może jakoś się przemieścić, zwłaszcza, jeśli obok są jeszcze inne trzy wieszaki. Ale wydaje mi się, że gołym okiem widać, iż miało być inaczej i po prostu nie wygląda to dobrze w takim stanie.





Stylizacja numer trzy i tylko trzy elementy. Piękna sukienka przypominająca mi jedną z moich świątecznych sukienek, niestety malutki rozmiar, kapotka świętego Mikołaja znaleziona w dziale karnawałowym i pasek, który miał to wszytko objąć, dodać zestawowi kobiecości i lekkości. Dla niektórych po prostu stylizacja, której nikt nie bierze na serio, dla mnie wymarzony strój na święta. Tak, serio, mogłabym tak się ubrać. 




Ostatnia stylizacja stworzona z myślą o sylwestrowych szaleństwach. Czy tak bym się ubrała? Hmm, pewnie nie, ale to miał być pewien pomysł, propozycja, a mnie sylwester właśnie z błyskiem kojarzy się najbardziej. Pojawiły się zarzuty, że zbyt wiele jest srebrnego. Na co dzień pewnie tak, ale są przecież okazje, kiedy nie musimy traktować wszystkiego tak bardzo serio. Od samego początku zastanawia mnie obecność w tym zestawie złotego naszyjnika - planując strój całkowicie srebrny, na pewno go tam nie dołączyłam. No i wygląda na to, że na prawdziwej osobie lub innym manekinie strój prezentowałby się lepiej - tutaj legginsy wiszą smętnie zamiast podkreślać zgrabne nogi, fajna tunika staje się babciną bluzką, a kopertówka musi być przypięta do paska, bo brakuje rąk (mimo wszystko powinna być przypięta przodem). 
Tyle napisałam, że nie wiem, czy dam radę jutro powrócić ze styczniowymi stylizacjami, ale spodziewaj się ich w najbliższym czasie.

środa, 1 października 2014

Z archiwum Flickra, część CXLIX






Także tego, byłam dzisiaj w Bidze i to są właśnie te wszystkie płaszcze i swetry, które wzięłam za bony. Płaszczy zresztą mierzyłam mnóstwo, ale niestety nie były dostosowane do mojej aktualnej sytuacji :) Jeden płaszcz był naprawdę przepiękny. W idealnym stanie, jasne khaki, wojskowy krój, New Look, rozmiar 14. Jeżeli byłabyś zainteresowana, pewnie jeszcze jest na Ułanów 1 za 59 złotych. Dla mnie byłby doskonały, tylko nie w tym roku. 




Ostatecznie zdecydowałam się na kilka rzeczy, które w sumie kosztowały równo 100 złotych, więc jestem z siebie bardzo zadowolona. Wybrałam granatową pelerynkę, póki co może mi posłużyć jako odzienie wierzchnie, a zimą może przyda się jako dopełnienie eleganckiego stroju. Do tego bordowe legginsy (jeden punkt z listy zakupów zrealizowany!), bardziej takie jakby spodnie niż cienkie, elastyczne, jakie miałam wcześniej. Cudowna kobaltowa spódniczka, cała złożona z tiulowych różyczek, z gumą w pasie (niemal taką samą mam w moim skarbczyku inspiracji). I na koniec coś super ekstra - skórzana sukienka, taka naprawdę skórzana, klasyczny fason, co najlepsze kosztowała tylko 38 złotych, ponieważ podobno była uszkodzona. Leży na mnie idealnie i mam nadzieję, że znajdę jakąś okazję, żeby ją założyć. A, kupiłam jeszcze coś z mojego skarbczyka inspiracji, tylko nie wiem, jak to się nazywa - takie dwie połączone broszki, które przypina się do kołnierzyka. To chyba oznacza udane zakupy, a przy okazji stworzyłam kilka bardzo fajnych stylizacji :)