Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opaska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opaska. Pokaż wszystkie posty
sobota, 13 grudnia 2014
środa, 10 grudnia 2014
czwartek, 4 grudnia 2014
czwartek, 27 listopada 2014
Wiosenna sałatka
Obiecany wczoraj strój z połowy marca. Mieszanka kolorów, która bardzo przydałaby się w taki dzień jak dziś. Korzystając z tego, że zdjęcia wyglądają dużo lepiej niż zazwyczaj (dzięki, Marcyś) wrzucam ich więcej niż zazwyczaj. Jabłka na opasce i torebce, banany na kolczykach, ananasy na bluzce i papryczki chilli na spódnicy - czy można sobie wymarzyć więcej witamin w jednym stroju? Można, ale czarne balerinki w wisienki jakoś mi nie pasowały do reszty :)
środa, 26 listopada 2014
poniedziałek, 24 listopada 2014
sobota, 22 listopada 2014
Biga lutowa
Tegoroczny luty to przede wszystkim walentynki i karnawał. Ze zdjęciami pomagała mi już na stałe Kuzynka, dzięki czemu wyglądają dużo dużo fajniej. Wymyśliłyśmy też patent na oszczędzenie czasu. Ja przygotowywałam stylizacje, potem przychodziła Kuzynka, brałyśmy manekinkę w kąt i robiłyśmy zdjęcia wszystkich czterech strojów. Nie musiałam Kuzynki fatygować co tydzień, a ubrania prosto z wieszaków prezentowały się o wiele lepiej. Sama co tydzień pojawiałam się w sklepie i po prostu przebierałam manekinkę. Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że zdarzyło mi się prosić Kuzynkę o radę przy komponowaniu konkretnych zestawów. Zawsze to lepiej, gdy ktoś spojrzy na nasz pomysł bardziej obiektywnie :)
Pierwsza z moich lutowych propozycji związana była z walentynkami. Chciałam odejść od wszechobecnej czerwieni i wymyślić coś romantycznego, ale innego. Postawiłam na pastele. Miałam wiele szczęścia, bo udało mi się wyszukać sweter z perełkowym serduszkiem (chciałam go zresztą potem kupić, ale ktoś mnie ubiegł). Element ten był nie tylko romantyczny, ale także pełnił (choć w niewielkim stopniu) funkcję grzewczą. Towarzyszyła mu kremowa krótka falbaniasta spódniczka. Zestaw prosty, ale idealnie zgrany, a całości dopełniały dodatki - bladoróżowy szaliczek i srebrna torebeczka z wytłoczonymi serduszkami. Jak zapewne wiesz, lubię bawić się modą i uważam, że warto motywy takie jak walentynkowe serca wykorzystywać do maksimum. Jednocześnie dzięki pastelowym kolorom strój nie był przesadzony czy śmieszny - raczej romantycznie słodziutki :) Spódniczka była tak kusząca, że nawet ją kupiłam (za ponad 20 złotych), po czym założyłam ją RAZ! Nie to, żeby było z nią coś nie tak, ale jest dość krótka i teraz zdecydowanie za ciasna. Wzięłam ją zresztą na wyjazd do Przyjaciółki, nie mierząc wcześniej. Okazała się za krótka do rajstop, a nie miałam ze sobą żadnych legginsów. Muszę przyznać, że nie czułam się tamtego dnia zbyt komfortowo :)
Druga propozycja to coś na karnawałowe imprezy, ale również z małym akcentem walentynkowym w postaci paska. Tym razem jest błyszcząco i seksownie - dopasowane legginsy plus tunika odkrywająca jedno ramię. Ponieważ luty był miesiącem, w którym dostępne były torebki, tutaj także pojawia się mała torebeczka, mieszcząca rzeczy potrzebne na parkiecie.
Strój numer trzy, odpowiedni zarówno na imprezę, jak i na randkę (raczej nierozbieraną), tworzony był z myślą o zimnych wieczorach. Złożony właściwie z trzech warstw - taftowa sukienka, dosyć wycięta na górze, bluzka z długimi rękawami i aksamitny żakiecik - nie wydawał się ciężki. Każdy element błyszczał na swój sposób, dlatego nie myślałam już o żadnej biżuterii. Pasującej torebki nie znalazłam, a butów w lutym nie było. Przyznaję, że niektórym ta propozycja może zbytnio kojarzyć się z "Modą na sukces" czy też "Dynastią", ale sama chętnie bym ten zestaw założyła. Miałam zresztą ochotę na żakiecik, ale ostatecznie z niego zrezygnowałam.
Ostatnia stylizacja to powiew wiosny, pierwsze kwiaty i walentynkowa czerwień, którą wpuściłam dopiero na przełomie lutego i marca. Zestaw prosty, dziewczęcy - bluzka, spódniczka i sweterek. Do tego torebka, która fajnie pasowała kolorami i dodała dodatkowy wzorek. Właściwie byłaby też idealna do mojego stroju :)
Muszę przyznać, że z moich lutowych propozycji jestem bardzo zadowolona. Ubrania, które były dostępne, naprawdę mi się podobały, układały się w fajne zestawy. Pierwszą, trzecią i czwartą propozycję z chęcią nosiłabym sama, druga nie jest do końca w moim stylu, takie odkryte ramiona, szczególnie w zimie, to niekoniecznie moja bajka, ale paseczek bym przygarnęła :)
poniedziałek, 17 listopada 2014
wtorek, 11 listopada 2014
Madika i Berbeć. Część VII
Dzisiejszy post mógłby właściwie nosić tytuł "Z darów". Mąż zauważył też lekkie zabarwienie pornograficzne - wszechobecna (wcale nie, mam też panterkową torebkę, bluzę i coś jeszcze, co widziałam wczoraj, ale dziś już nie pamiętam, co to było) panterka, marka sukienki, no i ta marchewka :) Brak natomiast tak oczywistego dzisiaj zabarwienia patriotycznego (zainteresowaną tego typu strojami odesłać mogę tu i tu, i tu). Tymczasem znowu Berbeć.
Komin dostałam od Mamy mojego Męża we wrześniu (razem ze wspomnianym tutaj swetrem, który zdecydowanie ma guziki, a nie kołeczki), ale jakoś chciałam założyć go właśnie w takim zestawieniu z sukienką i opaską, a na sukienkę było do tej pory za ciepło. Pomyślałam sobie, że Wszystkich Świętych to idealny moment na ten strój. Dlaczego? Nie wiem, może dlatego, że skoro Wszystkich Świętych, to i ja tak na bogato. Grubość sukienki i rajstop pewnie też miała w tym swój udział, chociaż po raz kolejny okazało się, że jednak istnieje globalne ocieplenie i 1 listopada z zimnem kojarzy się zupełnie nie wiadomo czemu. No dobra, przyznaję, że, kiedy na wiejskim cmentarzu szukaliśmy pewnego grobu przez 20 minut, zrobiło się lodowato, ale to może być wpływ miejsca i tego, że wyłączyli latarnie. Dzisiaj sobie pomyślałam, że właściwie może niepotrzebnie martwię się tym, co będę nosić, gdy będzie zimno (przypominam, że ja po prostu tak mam, że się martwię, zwłaszcza przeszłością i przyszłością, i całkiem nierealnymi rzeczami). W końcu dopiero co narzekałam, że, kiedy już zaopatrzyłam się w odpowiednią ilość ciepłych swetrów, miałam fajne płaszcze, kozaki, czapki, szaliki i rękawiczki, zimy w sumie nie było. Zimy stulecia na razie jakoś też nie ma i jak tak dalej pójdzie, to nawet nie wyjdę poza ubrania jesienne, bo w lutym to ja raczej zbytnio wychodzić z domu nie zamierzam. A na zimę marcową i kwietniową mam to, co miałam w zeszłym roku. Póki co jednak wszyscy zaangażowali się w ubranie mnie na zimę - Babcia podała dla mnie dwa płaszcze, Mama Męża wyposażyła mnie w różnego rodzaju swetro-narzutki. W ogóle zauważam, że teraz wiele osób chętnie obdarowuje mnie ubraniami, które są na nie za duże. Chyba łatwiej jest powiedzieć, że TERAZ będzie to na mnie dobre niż przyznać wprost, że byłoby dobre i wcześniej, bo jestem większa. Ale za fajne ciuchy nigdy się nie obrażam i chętnie korzystam :) Mama pożyczyła mi też super tunikę, o której marzyłam od kiedy spodziewam się Berbecia. Kupiłyśmy ją razem, ale na mnie była za duża i wiedziałam, że nadejdzie ten moment, kiedy będzie dobra. Obawiam się, że, chociaż pasuje, ten idealny moment przeminął już dawno, mniej więcej wtedy, gdy musiałam kupić o rozmiar większy stanik. Ale mam na nią dwa pomysły i muszę szybko znaleźć odpowiednie okazje. A Mama chyba i tak jej nie nosi, chociaż powinna!
Wracając do tematów zimowych, za mój ostatni bon (chlip chlip) w Bidze kupiłam dwa kolejne swetry, z których jeden jest przefajny, a drugi po prostu idealny. Pierwszy jest czerwony i ma masę serduszek, i wystarczającą długość, żeby nosić go z legginsami. Drugi naprawdę nie mógłby być lepszy. Ma kaptur (od kiedy to jest dla mnie zaletą?) wykończony futrem (a to?) (no dobra, odrobinkę za duży), zapinany jest na kołeczki, kolor to taki brudny beż, firma wygląda na amerykańską, co bardzo dodaje mu stylu, ma też kieszenie, jest długi i na tyle duży, że mogę się w nim bez problemu zapiąć, a w przyszłym roku będzie po prostu superotulający. Chyba w obliczu aktualnych temperatur powinnam przystopować z tymi swetrami, bo nigdy nie zdążę ich założyć, a i szafa nie jest z gumy. Wybrałam też bordową seksowną koszulę, którą chyba wykorzystałam w jakiejś stylizacji, ale nie mogę jej sobie przypomnieć, i świetny skórzany mikrożakiecik, teraz się w nim nie dopinam, ale na przyszłość będzie ok.
Berbeciowi też parę rzeczy wpadło i powinien się ucieszyć, zwłaszcza jeżeli jest dziewczynką.
Berbeciowi też parę rzeczy wpadło i powinien się ucieszyć, zwłaszcza jeżeli jest dziewczynką.
Wdzianko jest szczególnie urocze, zwłaszcza podszewka w ślimaki z domkami na grzbiecie.
poniedziałek, 3 listopada 2014
sobota, 1 listopada 2014
Madika i Berbeć. Część VI
Kiedy robiliśmy poniższe zdjęcia w weekend, podczas wizyty u mojego Dziadzia, planowałam wpis o tym, jak to fajnie, że ciągle noszę swoje stare ubrania i jakoś się w nie mieszczę, a nawet wydaje mi się, że nieźle wyglądam. Aż nadeszła środa. Mieliśmy zaplanowane spotkanie z koleżanką, ja od kilku dni miałam zaplanowany strój. Z rajstopami i tuniką poszło całkiem dobrze, ale okazało się, że spódnica nijak nie chce się dopiąć (oczywiście, mogę się jeszcze łudzić, że po prostu sama nie dałam rady, ale gdybym miała jakąś pomocną dłoń w pobliżu... :)). To był dziwny moment. Jednocześnie było mi trochę smutno i byłam zupełnie spokojna. Przede wszystkim niepokoiło mnie to, że mój plan nie zostanie zrealizowany. Z drugiej strony, wiedziałam, że przecież Berbeć zdrowo rośnie, nie zmieściłam się w coś dopiero pod koniec szóstego miesiąca, a szafę i tak mam pełną ciuchów. Gorzej, że zdarzenie to miało związek z bardzo fajną czarno-białą spódniczką z H&M, którą kupiłam w szmateksie jeszcze wiosną. Do tej pory jakoś nie miałam okazji jej założyć, bo jest dosyć elegancka, ale mierzyłam ją kilka tygodni temu i była dobra, więc sądziłam, że dam radę się w nią zmieścić. Zapomniałam tylko, że w tym przypadku czas działa na moją niekorzyść. Tak, wiem, mam teraz superfajną nową spódnicę na przyszły rok. Ale ja jednak nie lubię, jak plan się zmienia. Chciałam jeszcze w tym roku założyć moją skórzaną sukienkę, różaną spódnicę i tę właśnie czarno-białą spódniczkę. Z pierwszymi dwiema jakoś zdążyłam, ale jednak plan nie został zrealizowany w 100%.
A poza tym faktycznie noszę swoje stare ubrania, w tym urodzinową bluzkę i jedną z ulubionych spódnic. Czuję się bardzo atrakcyjnie, mam ochotę się stroić, wymyślać różne zestawy i nosić szpilki. Może niekoniecznie te ze zdjęcia, bo zrobiły się trochę ciasne, ale jakiś tam wybór jeszcze mam. Czuję, że moje ubraniowe życie uratowały ciążowe rajstopy, które zdecydowałam się zakupić, mimo że występują tylko w czarnym kolorze. Może nawet dokupię jeszcze jedną parę? Dzięki nim nie jestem skazana na botki i kozaki, mogę założyć coś bardziej eleganckiego i mam coś, co pasuje do ubrań, które niekoniecznie są w barwach ziemi. Znalazło się nawet jakieś rozwiązanie na jesień, które może sprawdzi się także zimą, mianowicie ponczo. W szmateksie kupiłam bordowe, a Mama pożyczyła mi swoje szare. Mama wyszperała też dla mnie płaszczyk, niestety cieniutki, rozmiarowo w sam raz na teraz i nie zapina się pod szyją, ale za to jest lekki, ładny i fajnie komponuje się z wieloma elementami. A już w weekend wielkie mierzenie zimowych płaszczy. Mam nadzieję, że coś się da wykombinować.
czwartek, 30 października 2014
niedziela, 19 października 2014
czwartek, 25 września 2014
Madika i Berbeć. Część II.
Może i wyglądam na poniższym zdjęciu, jakbym była w milionowym miesiącu ciąży, ale byłam dopiero w drugim.
Noszę krótkie sukienki, zanim staną się za krótkie. Właściwie równie często noszę długie sukienki, w lecie są idealne, zwłaszcza że mam kilka fantastycznych egzemplarzy. Jeszcze chętniej nosiłabym je pod koniec ciąży, ale do zimy jakoś średnio mi pasują. Może uda się znaleźć jakieś swetry i okrycia wierzchnie, które to umożliwią. Gorzej będzie z rajstopami. Pobieżny przegląd oferty sklepów rajstopowych wskazuje na to, że dostępne są wyłącznie czarne rajstopy ciążowe, a to jest akurat kolor, za którym nie przepadam. Póki co ratuję się legginsami, mam kilka par, niestety najbardziej uniwersalne - właśnie czarne i bordowe - tak się już zniszczyły, że musiałam je wyrzucić. Dlatego też najczęściej noszę hologramowe, za którymi najprawdopodobniej nie przepada mój Mąż. O dziwo, pasują prawie do wszystkiego. Tak się porobiło, że coraz częściej myślę o zakupie dżinsów, nawet już zaplanowałam ten wydatek w domowym budżecie. Normalnie pewnie bym na to nie wpadła, nawet nie pamiętam, jakie były moje ostatnie dżinsy. Ale obszerna góra (czego raczej nie uniknę :)) wymaga dopasowanego dołu. Zresztą zdecydowanie wygodniej jest zimą po prostu dobrać jakąś bluzkę czy tunikę do spodni niż kombinować z bluzeczkami, które nie zakryją brzucha i rajstopami, które będą się zwijać. Nie zdziw się więc, jeżeli za jakiś czas pojawię się tu w najzwyklejszym zestawie typu dżinsy i sweter. Nie zdziw się też, jeżeli jakimś cudem ciągle będę nosić te wszystkie kolorowe sukienki, a może nawet rajstopy. Na wysokie obcasy raczej nie ma co liczyć, bo właściwie ich nie noszę, ale nie nosiłam ich też wcześniej. Takie średnie to może jeszcze czasem się przydadzą na jakieś większe wyjście, ale wyjść niewiele, a jak jakieś się trafi, to albo trzeba tańczyć, albo iść dłuższy kawałek. Jeszcze dam im szansę. Te najwyższe pary wylądowały już w szafie i pewnie przejdą stamtąd bezpośrednio do jakiejś innej szafy, bo za Berbeciem raczej też nie będę w nich biegać. Jasne, byłoby super być sexy mamą w wysokich szpilkach i krótkiej sukience, ale to po prostu do mnie nie pasuje. Największe szaleństwo musi zatem odbywać się na terenie torebek i biżuterii, do tego zamierzam się zimą przymusić.
Wracając do niemacierzyńskich tematów ciuchowych, sukienka na zdjęciu jest jedną z najdroższych w mojej szafie. Zapłaciłam za nią 42 złote w nieistniejącym już szmateksie pod blokiem moich Rodziców. Dzień później mogłabym ją mieć za pół ceny, ale myśl o tym, że mogłabym nie mieć jej wcale nie pozwoliła mi bez niej wyjść. Szmateks w ogóle był fajny, tylko moja Mama zawsze mówiła, że nic tam nie można znaleźć. Dziwne, że pamiętam, jak z tą samą Mamą kupowałyśmy przynajmniej po kilka rzeczy w środowe poranki, bo środa była dniem za 2 złote. Zawsze byłam zadowolona, kiedy udawało się tak zaplanować wszystkie superważne sprawy, żebym w środowy poranek akurat była w Rzeszowie. No ale szmateksu już nie ma, a sukienka jest ze mną od ponad dwóch lat. Zadebiutowała na mojej rocznicy ślubu, zapoczątkowując jednocześnie uroczą tradycję niby-ślubnych sukienek na kolejne rocznice ślubu. Tradycję niemal codziennego noszenia cudownych kolczyków z Kolorowych Nastrojów zapoczątkował za to pierwszy z berbeciowych strojów. Ale o tym lojalnie uprzedzałam :) Buty miały zapoczątkować swoją karierę na weselu koleżanki niedługo po moim własnym, ale tak jakoś wyszło, że pogoda była nieładna, że zimno, a to sandały, w końcu założyłam jedne z butów na średnim obcasie i oczywiście byłam bardzo zadowolona. Właściwie nie wiem, jak wyobrażałam sobie siebie w tych butach na weselu, są na szczęście na tyle stabilne i wygodne, że wyobrażam sobie siebie w nich w samochodzie i na tych 10 metrach, które dzielą mnie od krzesła. Na krześle też sobie siebie w nich wyobrażam. O matko i córko, właściwie tylko Matko, czemuś mnie nie nauczyła nosić wysokich obcasów!
czwartek, 28 sierpnia 2014
Z archiwum Flickra, część CXXVIII
Etykiety:
kokardka
,
kolorowo
,
lato
,
naszyjnik
,
opaska
,
pasek
,
restauracja
,
rodzinny obiad
,
sukienka
,
szpilki
,
torebka
,
wardrobe remix
,
wzorki
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
wtorek, 5 sierpnia 2014
Z archiwum Flickra, część CXXIII
Przeprowadzka, która okazała się właściwie remontem, wciągnęła mnie ostatnio na tyle, że na blog niestety brakło już czasu i znowu nie ma na nim żadnych letnich zdjęć. Po intensywnych czterech miesiącach dzisiaj spędzę pierwszą noc w nowym mieszkaniu. Pozostaje jeszcze tylko załatwić tam internet (nie wspominam już nawet o tym, że ciągle nie ma też lodówki) i mieć nadzieję, że jutro ukaże się nowy post. A jeżeli nie jutro, to na pewno przed 10 sierpnia, bo biorę udział w czwartej edycji konkursu "Zostań stylistką Biga".
poniedziałek, 7 lipca 2014
poniedziałek, 2 czerwca 2014
niedziela, 25 maja 2014
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)









.jpg)

























