Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 grudnia 2014

Biga majowa

Kolejny miesiąc bigowych stylizacji i coraz lżejsze ubrania. Właściwie na maj wymyśliłam stroje letnie, trochę wakacyjne, ale, jeżeli dobrze pamiętam, pogoda w tym miesiącu była raczej udana. Przestałam udawać, że spodnie mają jakiekolwiek znaczenie i zaprezentowałam wyłącznie sukienki i spódnicę. 

Pierwsza propozycja to strój raczej służbowy, ale z marynarskimi akcentami, dokładniej w marynarskich kolorach, bo kotwic jakoś tam nie widzę :)




Kolejny zestaw byłby pewnie idealny na wakacje, ale postanowiłam zaproponować go już na majowy piknik. Tylko kilka elementów, wszystkie dziewczęce i urocze. Sukienka w kwiatki, z koronką i falbanką, przepiękna. Oczywiście chciałam ją wziąć dla siebie, ale jednak miliona takich sukienek mieć nie muszę. Do tego naszyjnik z jaskółką, który teraz jest mój :) Słomiany kapelusz i drewniako-sandały, czyli stuprocentowo piknikowe dodatki. Brakowało tylko koszyczka, choćby takiego, jaki pojawił się w jednej z kwietniowych stylizacji.




Trzeci strój jest idealny na wiosenny spacer. Sukienka pozwala opalić ramiona, a szal chroni przed wieczornym chłodem. Elegancji dodają srebrne sandałki. O, wygląda na to, że w maju miałam szczęście do butów i torebek.




Ostatni pomysł też raczej letni, festiwalowy. Strój, który bardzo chętnie założyłabym sama (jak chyba wszystkie zestawy z maja). Piękna długa kwiecista sukienka, lekko marynarski kardigan, więc coś i na dzień, i na wieczór, zwłaszcza na spacery nad brzegiem morza :) Kolorów dodają paskowe sandałki, romantyzmu liczne naszyjniki, a naturalności skórzana torebka. Troszkę miszmasz, ale idealnie w moim stylu. Gdzie to lato? :)



niedziela, 7 grudnia 2014

Biga kwietniowa

Kwiecień jest dla mnie takim dziwnym miesiącem (przynajmniej w tym roku był), kiedy radość pierwszych wiosennych dni przeplata się z refleksją Wielkiego Postu. Kuszą kolorowe wesołe zestawienia, a jednak czuję, że czasem powinno się wybrać coś bardziej stonowanego, spokojniejszego i (przede wszystkim do kościoła) zakrywającego ciało. Przygotowując stylizacje kwietniowe starałam się wszystko to wziąć pod uwagę. Po raz kolejny pomagała mi Kuzynka, tylko w pierwszym tygodniu sama robiłam zdjęcia.




Pierwsza propozycja jest chyba bardziej kolorowa niż stonowana :) Po kilku marcowych stylizacjach dziewczęcych postawiłam na coś bardziej kobiecego. Niekoniecznie w moim stylu, nie tylko ze względu na spodnie i szpilki :) Ale były buty, była torebka, była biżuteria i wszystko tak fajnie złożyło się w całość kolorystyczną, że strój naprawdę mi się podoba.  Nie pamiętam, czy było to wiosną, czy latem, ale stopniowo w Bidze zaczęło pojawiać się coraz więcej ciekawej biżuterii, od jakiegoś czasu nawet firmowanej przez Bigę, stale dostępnej, dzięki czemu stylizacje mogły być bardziej urozmaicone, no i można się w fajne rzeczy zaopatrzyć. 




Drugi zestaw bardzo kojarzy mi się z moją Mamą. Myślę, że wszystkie te elementy mogłaby założyć (no może poza butami na obcasie, chociaż są śliczne), a i w całości taki strój jakoś mi do niej pasuje. Mnie podoba się tutaj wszystko, ale samej siebie w tym nie widzę. Przepraszam za niewyprasowane spodnie, ale takie niestety są realia - rzeczy są odkładane wcześniej do koszyka, więc mają prawo się wymiąć, a niektóre materiały są dosyć wrażliwe. Oczywiście mogłam, biorąc to pod uwagę, zrezygnować z takich elementów, ale, ponieważ były bardzo ładne i pasowały do konkretnego pomysłu, liczyłam na wyrozumiałość oglądających i oceniających. W końcu chodziło o to, aby zachęcić do zakupów, a w domu każdy może sobie ubrania poprasować :) Zarówno kolory, jak i fasony powyższych rzeczy spowodowały, że kojarzą się one ze stylem safari. Może w kwietniu jest jeszcze na to za wcześnie, ale jakoś nie mogłam się oprzeć :)






Trzeci zestaw przypadł na Wielki Tydzień, ale nie byłabym sobą, gdybym nie przemyciła odrobiny koloru. Strój jest dosyć skromny, a mimo to kobiecy. Myślę, że na uczelni czy w pracy sprawdziłby się doskonale. W poprzednich dwóch propozycjach poszalałam i zdecydowałam się na krótki rękaw, tutaj powróciłam na ziemię i połączyłam kilka warstw, bardziej adekwatnie do kwietniowej pogody.







Na Wielkanoc chciałam zaproponować coś dziewczęcego, pastelowego, wiosennego, ale jakoś bardzo mi się spodobały te neonowe buty na koturnie. Dodałam do tego jeszcze prześliczną wiklinową torebkę i wyszedł zestaw bardziej na piknik niż świąteczne śniadanie :) Jest to chyba lekki miszmasz, ale jakże uroczy.




W kwietniu, podobnie jak w marcu, zdecydowałam się przedstawić dodatkowy pomysł. Tym razem był to strój na majówkę. Pogoda chyba nie do końca idealnie do niego pasowała (klik klik), ale nie mogłam tego przewidzieć. Zestaw inspirowany był strojem, w którym kiedyś pojawiła się Anja Rubik. Mówiąc językiem użytkowniczek Allegro, zdjęcie nie oddaje jego uroku.

czwartek, 27 listopada 2014

Wiosenna sałatka

Obiecany wczoraj strój z połowy marca. Mieszanka kolorów, która bardzo przydałaby się w taki dzień jak dziś. Korzystając z tego, że zdjęcia wyglądają dużo lepiej niż zazwyczaj (dzięki, Marcyś) wrzucam ich więcej niż zazwyczaj. Jabłka na opasce i torebce, banany na kolczykach, ananasy na bluzce i papryczki chilli na spódnicy - czy można sobie wymarzyć więcej witamin w jednym stroju? Można, ale czarne balerinki w wisienki jakoś mi nie pasowały do reszty :)











środa, 26 listopada 2014

Biga marcowa

Marzec to czas nowych trendów, więc zanim wybrałam się do Bigi, zapoznałam się z tym, co proponowały magazyny. I chyba niewiele na tym skorzystałam :)To również czas nieco cieplejszej pogody, można więc, chociażby w wyobraźni, zdecydować się na lżejsze, warstwowe stroje. Wreszcie jest to czas zupełnie innych, jasnych i naprawdę kolorowych, kolorów. W tym miesiącu również współpracowałam z moją Kuzynką, ale ponieważ mogła dołączyć dopiero w połowie miesiąca, dwie pierwsze stylizacje sfotografowałam sama moim supertelefonem. Początek wiosny tak rozbudził moją kreatywność, że na marzec zaproponowałam nie cztery, ale aż pięć stylizacji. 




Pierwsza propozycja to kwiaty, pastele i kobiecość. Elegancki zestaw do pracy, na spacer czy spotkanie towarzyskie. Warstwy (bluzka, sukienka, kardigan, trencz) zapewniają ochronę przed chłodem, dodatki (apaszka, pasek, naszyjnik, torebka) sprawiają, że strój staje się ciekawszy. Apaszkę do powyższego zestawu zaproponowała Pani Kierowniczka sklepu i myślę, że jest to fajny wiosenny akcent. Torebka i naszyjnik to elementy, których pewnie dla siebie bym nie wybrała, ale do całego zestawu pasowały idealnie.
Nie wiem, czy zauważyłam to dopiero w marcu, czy już wcześniej, ale są w Bidze ubrania, które bardzo długo (nawet przez kilka miesięcy) nie opuszczają sklepu. Były elementy, które kilkakrotnie chciałam wykorzystać, ale jakoś ciągle mi nie pasowały (lub pasowały za którymś razem), były też takie, które wykorzystałam, a potem widziałam je jeszcze wiele razy na wieszaku. Trochę szkoda, że sklep nie proponuje większych (częstszych) obniżek, bo niektóre z tych rzeczy były naprawdę fajne, ale pewnie za drogie. Może pomogłaby też wymiana asortymentu między sklepami, by ubrania, które nie znalazły swojego nabywcy w jednym miejscu, miały szanse zaprezentowania się innym klientom. Powyższą sukienkę mierzyłam, gdy moja ciąża była już widoczna, mniej więcej w sierpniu, czyli aż 5 miesięcy po pokazaniu jej na manekinie. Przy tworzeniu stylizacji też bywało to problemem, bo, chociaż ubrań jest w sklepie ogromna ilość, zdarzało się, że wszędzie widziałam znowu to samo. Klientka, która nie lubi za bardzo szperać, a przychodzi regularnie, mogła się zniechęcić. Ja na szczęście nie jestem tego typu klientką :)




Drugi zestaw to kwiaty, kwiaty, kwiaty i kolory. Sama z chęcią założyłabym taki strój, a bluzkę nawet kupiłam (mogłaś ją zobaczyć tutaj). Chyba już wiesz, że uwielbiam, gdy jakiś wzór pojawia się na kilku elementach ubioru. Postanowiłam wykorzystać to również przy tworzeniu stylizacji, a cóż jest lepszego od bukietu wiosennych kwiatów? 




Kolejny strój to również kwiaty i kolory, ale w bardziej kobiecym wydaniu. Spódniczka to tak naprawdę niezbyt zabudowana sukienka, do tego bluzka bez rękawków, kardigan i pasek z klamrą zwróconą do tyłu. Zawsze żałuję, że na takie proste pomysły nieco innego wykorzystania znanych elementów wpadam tylko tworząc bigowe stylizacje, a jakoś przy ubieraniu się nie potrafię tego zrobić. 




Tworząc zestaw na pierwszy dzień wiosny naprawdę sobie poszalałam. Wyjątkowo pojawiają się spodnie, jest wreszcie torebeczka. Na wiosenny spacer przydaje się zarówno dłuższy sweterek (za to z krótszymi rękawami), jak i trencz. Wszystko w energetycznych, wiosennych kolorach, a białą bluzeczkę usprawiedliwia obecność groszków. Oj, tak, chciałabym teraz mieć na sobie coś takiego :)





Ostatni pomysł to również w stu procentach ja :) Połączenie pasków i kwiatów, kokardka i serduszko, znowu wiosenne kolory, spódniczka i (może nie aż tak piękne i średnio w moim stylu, ale za to wygodne) idealnie dopasowane kolorystycznie balerinki. Buty, torebka i biżuteria w jednym zestawie - zdecydowanie miałam szczęście :)








Więcej o moim stroju już w najbliższych dniach!

Z archiwum Flickra, część CLXXXIX




sobota, 22 listopada 2014

Biga lutowa

Tegoroczny luty to przede wszystkim walentynki i karnawał. Ze zdjęciami pomagała mi już na stałe Kuzynka, dzięki czemu wyglądają dużo dużo fajniej. Wymyśliłyśmy też patent na oszczędzenie czasu. Ja przygotowywałam stylizacje, potem przychodziła Kuzynka, brałyśmy manekinkę w kąt i robiłyśmy zdjęcia wszystkich czterech strojów. Nie musiałam Kuzynki fatygować co tydzień, a ubrania prosto z wieszaków prezentowały się o wiele lepiej. Sama co tydzień pojawiałam się w sklepie i po prostu przebierałam manekinkę. Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że zdarzyło mi się prosić Kuzynkę o radę przy komponowaniu konkretnych zestawów. Zawsze to lepiej, gdy ktoś spojrzy na nasz pomysł bardziej obiektywnie :)
Pierwsza z moich lutowych propozycji związana była z walentynkami. Chciałam odejść od wszechobecnej czerwieni i wymyślić coś romantycznego, ale innego. Postawiłam na pastele. Miałam wiele szczęścia, bo udało mi się wyszukać sweter z perełkowym serduszkiem (chciałam go zresztą potem kupić, ale ktoś mnie ubiegł). Element ten był nie tylko romantyczny, ale także pełnił (choć w niewielkim stopniu) funkcję grzewczą. Towarzyszyła mu kremowa krótka falbaniasta spódniczka. Zestaw prosty, ale idealnie zgrany, a całości dopełniały dodatki - bladoróżowy szaliczek i srebrna torebeczka z wytłoczonymi serduszkami. Jak zapewne wiesz, lubię bawić się modą i uważam, że warto motywy takie jak walentynkowe serca wykorzystywać do maksimum. Jednocześnie dzięki pastelowym kolorom strój nie był przesadzony czy śmieszny - raczej romantycznie słodziutki :) Spódniczka była tak kusząca, że nawet ją kupiłam (za ponad 20 złotych), po czym założyłam ją RAZ! Nie to, żeby było z nią coś nie tak, ale jest dość krótka i teraz zdecydowanie za ciasna. Wzięłam ją zresztą na wyjazd do Przyjaciółki, nie mierząc wcześniej. Okazała się za krótka do rajstop, a nie miałam ze sobą żadnych legginsów. Muszę przyznać, że nie czułam się tamtego dnia zbyt komfortowo :)






Druga propozycja to coś na karnawałowe imprezy, ale również z małym akcentem walentynkowym w postaci paska. Tym razem jest błyszcząco i seksownie - dopasowane legginsy plus tunika odkrywająca jedno ramię. Ponieważ luty był miesiącem, w którym dostępne były torebki, tutaj także pojawia się mała torebeczka, mieszcząca rzeczy potrzebne na parkiecie. 




Strój numer trzy, odpowiedni zarówno na imprezę, jak i na randkę (raczej nierozbieraną), tworzony był z myślą o zimnych wieczorach. Złożony właściwie z trzech warstw - taftowa sukienka, dosyć wycięta na górze, bluzka z długimi rękawami i aksamitny żakiecik - nie wydawał się ciężki. Każdy element błyszczał na swój sposób, dlatego nie myślałam już o żadnej biżuterii. Pasującej torebki nie znalazłam, a butów w lutym nie było. Przyznaję, że niektórym ta propozycja może zbytnio kojarzyć się z "Modą na sukces" czy też "Dynastią", ale sama chętnie bym ten zestaw założyła. Miałam zresztą ochotę na żakiecik, ale ostatecznie z niego zrezygnowałam. 








Ostatnia stylizacja to powiew wiosny, pierwsze kwiaty i walentynkowa czerwień, którą wpuściłam dopiero na przełomie lutego i marca. Zestaw prosty, dziewczęcy - bluzka, spódniczka i sweterek. Do tego torebka, która fajnie pasowała kolorami i dodała dodatkowy wzorek. Właściwie byłaby też idealna do mojego stroju :)






Muszę przyznać, że z moich lutowych propozycji jestem bardzo zadowolona. Ubrania, które były dostępne, naprawdę mi się podobały, układały się w fajne zestawy. Pierwszą, trzecią i czwartą propozycję z chęcią nosiłabym sama, druga nie jest do końca w moim stylu, takie odkryte ramiona, szczególnie w zimie, to niekoniecznie moja bajka, ale paseczek bym przygarnęła :)






czwartek, 13 listopada 2014

Biga styczniowa

Powracam do wspomnień z konkursu "Zostań stylistką Biga". Czas na styczeń. Wiadomo, karnawał, więc o pomysły nie było trudno. Miało być błyszcząco, kolorowo, z nutą imprezowego szaleństwa. Był to pierwszy miesiąc, kiedy osobiście co tydzień pojawiałam się na Ułanów i przebierałam manekinkę. I tak trwa to do tej pory. Stylizacje, które stworzyłam w styczniu, nadal mi się podobają i właściwie trzy z nich mogłabym mieć na sobie (łatwo zgadniesz, która znajduje zastosowanie tylko w rejonach sztuki :)), jedną nawet miałam. Zaczynamy :)




Pierwsza propozycja jest z pewnością znana stałej czytelniczce. Mogłaś zobaczyć ją zarówno na manekince, jak i na mnie tutaj. Wymyśliłam strój na karnawałową imprezę, ale po głębszym namyśle stwierdziłam, że tak mi się podoba, że musi stać się moim zestawem urodzinowym i w całości go kupiłam. W sukienkę na razie się nie mieszczę, ale torebkę noszę często, a bluzkę miałam na sobie ostatnio. Niestety nie było nadal żadnych butów, które mogłabym wykorzystać. No cóż, albo torebka, albo buty. Albo nic. A rzadko i to, i to.




W drugim tygodniu, zainspirowana kolażami Ewy ze Stand Up Fashion, również zaczęłam przesyłać zdjęcia swoich stylizacji w takiej formie. O ile z pomysłów odzieżowych zazwyczaj jestem zadowolona, o tyle zdjęcia od początku wymagały pewnie więcej pomysłowości i umiejętności. I lepszego aparatu niż ten w moim starym Samsungu. Kolaże dały mi możliwość przedstawienia detali, warstw, dodatków na jednym zdjęciu bez konieczności przesyłania miliona fotografii. Czasem niestety chyba na tym traciłam, bo, chcąc ukazać zbyt wiele, uzyskiwałam gorszą jakość. Powróćmy jednak do stylizacji, bo na tym chyba jednak znam się odrobinę lepiej. Nazwałam ją "strojem z "Baśni z 1001 nocy"". Nie jest to oczywiście propozycja na co dzień, a raczej karnawałowe przebranie, chociaż w nieco innym zestawieniu byłby to świetny komplet na lato. Sama byłam zaskoczona tym, że udało mi się znaleźć tak fajnie pasujące elementy, i to nie tylko ubrania, także dodatki. Może nie jest to dokładnie widoczne, ale w funkcji paska występuje apaszka w gwiazdki i księżyce. Torebeczka pokryta jest cekinami, więc postanowiłam z niej skorzystać, mimo że była czarna. Największym hitem były jednak pantofle i szkoda, że nie widać ich lepiej. Znalazłam je już ubierając manekinkę. Były to zwyczajne niezwyczajne pantofle. Złote, wyściełane bordowym aksamitem, bardzo eleganckie paputki dla starszej pani. U mnie posłużyły za arabskie pantofelki. Były elementem zabawowym, żartobliwym, fajnie pasowały do mojego pomysłu, a okazały się jedyną częścią stroju zamówioną przez klientkę i od razu kupioną. Całe szczęście, że ludzie mają tak różne gusta, a w Bidze każdy znajdzie coś dla siebie.  




Trzecia propozycja, to, podobnie jak pierwsza, połączenie bluzki i spódnicy. Bardzo lubię takie zestawy, ale jakoś rzadko sama je noszę. Ostatnio mam kilka takich pomysłów (wcale nie dlatego, że ciężko już dopiąć niektóre bluzki) i mam nadzieję, że uda się je wykorzystać. Zestawowi towarzyszyły lejąca cekinowa marynarka i fioletowa torebeczka na pasku. Butów niestety nadal nie było. Inspiracją dla tego stroju stała się moja impreza urodzinowa, a właściwie jej temat przewodni, który, ze względów oczywistych, brzmiał "Klub 27". Chciałam, by było to coś dziewczęcego/kobiecego, ale wygodnego i z rockowymi akcentami.




Ostatnia propozycja to również strój na imprezę, ale, ponieważ zaczęły się mrozy, postawiłam na cieplejsze materiały. Nadal obecny był karnawałowy błysk, także aksamity ładnie mieniły się w świetle. Legginsy i sukienka znalazły się po tygodniu w mojej szafie i były już obecne chociażby tutaj. Miałam szczęście, ponieważ do tej stylizacji mogłam wykorzystać zarówno torebkę (znowu fioletowa, tym razem na łańcuszku) i buty (zamszowe na niewielkim obcasie).  W ostatnim tygodniu stycznia zmianie uległa praca nad udokumentowaniem moich propozycji, ponieważ do fotografowania zaprosiłam Kuzynkę i jej profesjonalny aparat. Niestety tło i słabe światło w styczniowe popołudnie zrobiły swoje, ale potem było już tylko lepiej. Dzięki takiemu rozwiązaniu mam też zdjęcia swojego stroju z tamtego dnia. 




I piękny portret w cudownej czapie z Atmosphere, którą zresztą Kuzynka mi wyszperała.





piątek, 24 października 2014

Biga grudniowa

Sama już nie pamiętam, w jaki sposób dowiedziałam się o konkursie "Zostań stylistką Biga". Było to jednak zdarzenie w jakimś sensie przełomowe, ponieważ zapewniło mi ciekawą przygodę na cały rok. Udało mi się zostać stylistką we wszystkich czterech edycjach, niestety w żadnej z nich nie zostałam laureatką (przynajmniej w trzech dotychczasowych, a teraz chyba też na wiele nie liczę). Chyba przy pierwszej miałam największe nadzieje na wypad do spa, a jednocześnie nie zdziwiło mnie zupełnie, że zwyciężyła Ewa, autorka bloga Stand Up Fashion. Zarówno jej stylizacje, jak i zdjęcia stały na wysokim poziomie. Później nie liczyłam na wygraną, ale też nie do końca zgadzałam się z decyzjami jurorów. Zresztą ciężko było mi zorientować się w tym, jak wyglądały stylizacje poszczególnych uczestniczek. Czwarta edycja owiana jest mgiełką tajemnicy - propozycje stylistek nie są już przedstawiane na fanpage'u Bigi, zatem wyniki będą zupełną niespodzianką. Ale wróćmy do początków. Opublikowałam post, wysłałam zgłoszenie i z niecierpliwością czekałam na ogłoszenie zwyciężczyń. Wiadomość, która do mnie dotarła, powitałam wielką radością, może nie był to sukces na miarę Nobla, ale dla mnie był to krok w stronę zajmowania się tym, co lubię, w ogóle zajmowania się czymś poza domem, no i liczyłam na dobrą zabawę. Ponieważ regulamin konkursu nie był do końca jasny, a dokładniej nie opisywał w żaden sposób szczegółów naszego zadania, wielokrotnie się stresowałam (co jest zresztą dla mnie typowe), teraz podchodzę już do tego na luzie. Niektóre wspomnienia zacierają się już w mojej pamięci, ale postaram się w kolejnych postach przedstawiać stylizacje z poszczególnych miesięcy, pisać o swoich pomysłach, inspiracjach i wykonaniu. Generalnie zadaniem konkursowym było stworzenie 12 stylizacji (po 4 stylizacje na miesiąc, każda edycja trwała 3 miesiące) z ubrań i dodatków dostępnych w danym momencie w sklepie. Co istotne, wszystkie cztery stylizacje należało stworzyć w pierwszym tygodniu miesiąca. Stanowiło to nie lada wyzwanie, ponieważ w sklepach Biga towar dokładany jest codziennie, ale asortyment taki jak torebki czy buty pojawia się raz na jakiś czas w formie tzw. wystawek. Ubrania dostosowane są do aktualnej pory roku bądź sezonu (stąd obecność na przykład odzieży karnawałowej). Ja miałam i mam niestety tego pecha, że wystawki butów i torebek w sklepie, dla którego przygotowuję stylizacje, zdarzają się rzadko, mniej więcej raz na miesiąc (być może tak jest też w innych sklepach, tego nie wiem). Towar niesprzedany w przeciagu kilku dni jest po prostu ze sklepu zabierany, więc, jeżeli nie trafiłam na odpowiednią wystawkę przy tworzeniu stylizacji, mogłam tylko pomarzyć o zaprezentowaniu całego stroju. Podobnie zresztą wyglądała sytuacja z dodatkami, ale od jakiegoś czasu to się zmieniło i teraz codziennie dostępne są naprawdę fajne rzeczy. Trochę minęło, zanim jedna z pań pracujących w sklepie powiedziała mi, że mogę przecież dobrać sobie coś do stylizacji w tym tygodniu, kiedy ma ona pojawić się na manekinie. Poszłam też po rozum do głowy i po prostu widząc dostawę butów czy torebek, wybierałam te elementy, które mogą mi pasować do kolejnych strojów i odkładałam je na później. Niestety nie zawsze zdawało to egzamin, czasem wystawki są od siebie tak odległe w czasie, że i tak zostawałam bez żadnych dodatków. Doskonale rozumiem ideę sklepów z odzieżą używaną, zdaję sobie sprawę z tego, że rzeczy w nich dostępne są zazwyczaj pojedynczymi egzemplarzami, trudno, żeby powtarzały się w różnych filiach danej sieci, akceptuję też fakt, że nowy towar pojawia się w różnych oddziałach w odmiennych terminach i po prostu muszę korzystać z tego, co jest dostępne (wspominałam zresztą, że nie wiem, czy sytuacja wygląda w sklepach tak samo). Wydaje mi się jednak, że jest coś, co mogłoby wpłynąć na wyrównanie szans wszystkich uczestniczek – identyczne manekiny. Manekinka, którą mam do dyspozycji, pozbawiona jest niestety zarówno głowy, jak i kończyn, co uniemożliwia mi wykorzystanie różnych dodatków, takich jak opaski, ozdoby do uszu, bransoletki czy rajstopy. Utrudnia też korzystanie z kapeluszy bądź spodni, których nie da się założyć, można je jedynie przypiąć do korpusu. Nie sądzę, aby był to czynnik decydujący, ale jednak zauważyłam, że niektóre z dziewczyn mogą ubierać manekina, będącego wierniejszym odzwierciedleniem człowieka :) To chyba wszystko, jeżeli chodzi o moje generalne przemyślenia na temat konkursu, możemy zatem powrócić do grudniowych stylizacji. 
Sklep, z którym współpracuję, jest naprawdę ogromny. Nie korzystałam nigdy przy tworzeniu stylizacji z odzieży na wagę (przy pierwszej wizycie zostałam skierowana do działu z rzeczami wycenionymi i zawsze znajdowałam tam tyle elementów, że nawet nie miałam potrzeby dowiadywania się, czy z drugiej części też mogę korzystać), a całe przygotowanie strojów zajmuje mi zwykle jakieś 3 godziny (wybór ubrań i dodatków, zestawienie poszczególnych elementów, ubranie manekinki w pierwszy strój i zdjęcia). Kiedy po raz pierwszy znalazłam się w sklepie, byłam pod wielkim wrażeniem dostępnych tam ubrań, chociaż muszę przyznać, że ceny na wycenie są raczej wysokie. Początkowo nie mogłam się odnaleźć i co chwilę patrzyłam na metkę, zapominając, że w tym przypadku cena nie gra roli. Sprawdzałam też nieustannie, czy to mój rozmiar, chociaż to również (przynajmniej pozornie) nie miało żadnego znaczenia. Wreszcie starałam się wybierać rzeczy w rozmiarze mniej więcej S/M, co okazało się problemem, gdy wyszło na jaw, że manekinka jest tak naprawdę z wymiarów dosyć podobna do mnie (wtedy była :)). Przy drugim podejściu było już lepiej i od stycznia zaczęłam skupiać się na rzeczach w rozmiarze L. Nie powiem, żeby bycie w rozmiarze manekina nie było pokrzepiające :) Ale tak naprawdę, zanim w ogóle wybrałam się do sklepu, przejrzałam magazyny, powtórzyłam sobie trendy i przemyślałam, jakie mniej więcej stylizacje chcę stworzyć i czego będę na wieszakach szukać. Początkowo wydawało mi się zresztą, że zostaną nam narzucone jakieś tematy przewodnie, co pewnie dawałoby możliwość bardziej obiektywnej oceny i stanowiłoby większe wyzwanie. Zwłaszcza, że po jakimś czasie sama widziałam, że tworzę ciągle to samo, z coraz to różnych ubrań przygotowuję zestawy, które po prostu są w moim stylu. Podejrzewam, że większość dziewczyn mogła poczuć to samo, a narzucony temat przewodni zmusiłby do wyjścia trochę poza własne ramy. Na pierwszy miesiąc postanowiłam przygotować jeden zestaw kojarzący się jeszcze z jesienią, coś ciepłego i kolorowego, jeden zimowy z jakimś kożuszkiem czy sweterkiem, jeden świąteczny i jeden sylwestrowy. W grudniu wymyślenie okazji jest zresztą dosyć proste. Przygotowane przez siebie stylizacje powiesiłam na wieszakach i zostawiłam w sklepie, rozumiejąc regulamin i instrukcje, które otrzymałam, w ten sposób, że ja przygotowuję, natomiast panie pracujące w sklepie co tydzień zmieniają strój na manekinie. Zastanawiałam sie trochę, w jaki sposób efekty mojej pracy będą oceniane, jak dowie się o nich centrala firmy, ale pomyślałam, że być może dostaną ze sklepu zdjęcia albo ktoś będzie przyjeżdżał i oglądał. Ku mojemu zdziwieniu, na fanpage'u zaczęły pojawiać się kolejne stylizacje z innych sklepów, w drugim tygodniu pojawiła się również moja. Nie wiem do końca, z czego to wynika, ale grudzień nie dał mi zbyt wiele satysfakcji, wymyśliłam stylizacje, które uważałam za naprawdę dobre, ciekawe, niestety na zdjęciach (a nawet już na manekinach) nie prezentowały się najlepiej. Nie uważam się za geniusza fotografii, nie mam nawet aparatu fotograficznego, większość późniejszych zdjęć robiłam swoim kiepskim telefonem, ale miałam wrażenie, że nikt nie przyłożył się do zrobienia dobrych zdjęć, nie zostałam też poinformowana o tym, że mogę zrobić zdjęcia sama i przesłać je do organizatorów, a nawet o tym, że mogę przychodzić co tydzień i własnoręcznie ubierać manekinkę - może nie zrobię tego lepiej, ale przynajmniej będę miała pewność, że zrobiłam to tak, jak chcę. Sytuacja została wyjaśniona dopiero w styczniu i od tego momentu wiele się zmieniło, ale o tym następnym razem. Pora na zdjęcia. 




Zaczynamy od stylizacji numer dwa, ponieważ zdjęcie pierwszej nigdy nie ukazało się na fanpage'u, ja też nigdy go nie otrzymałam. Mam nadzieję, że chociaż na manekinie stylizacja wystąpiła, bo była naprawdę fajna. Kiedy zobaczyłam powyższe zdjęcie, miałam ochotę się rozpłakać. Wymyśliłam to wszytko trochę inaczej i tak też pozostawiłam na wieszaku. Piękna cieniutka sukienka miała długie rękawy, których mankiety miały wystawać spod wełnianego sweterka - tutaj nawet nie możemy stwierdzić, czy ten sweterek tam jest. Na to miała być narzucona kożuszkowa kamizelka. Strój złożony z trzech elementów miały dopełniać trzy splecione szaliki - cieniutki biały koronkowy, wełniany beżowy i pomponiasty - owinięte wokół szyi (tak, tak, nie wokół kolan). Nie posądzam nikogo o złe intencje, zdaję sobie sprawę z tego, że trudno jest odczytać i odtworzyć czyjś pomysł, że tak wiele rzeczy umieszczonych na jednym wieszaku może jakoś się przemieścić, zwłaszcza, jeśli obok są jeszcze inne trzy wieszaki. Ale wydaje mi się, że gołym okiem widać, iż miało być inaczej i po prostu nie wygląda to dobrze w takim stanie.





Stylizacja numer trzy i tylko trzy elementy. Piękna sukienka przypominająca mi jedną z moich świątecznych sukienek, niestety malutki rozmiar, kapotka świętego Mikołaja znaleziona w dziale karnawałowym i pasek, który miał to wszytko objąć, dodać zestawowi kobiecości i lekkości. Dla niektórych po prostu stylizacja, której nikt nie bierze na serio, dla mnie wymarzony strój na święta. Tak, serio, mogłabym tak się ubrać. 




Ostatnia stylizacja stworzona z myślą o sylwestrowych szaleństwach. Czy tak bym się ubrała? Hmm, pewnie nie, ale to miał być pewien pomysł, propozycja, a mnie sylwester właśnie z błyskiem kojarzy się najbardziej. Pojawiły się zarzuty, że zbyt wiele jest srebrnego. Na co dzień pewnie tak, ale są przecież okazje, kiedy nie musimy traktować wszystkiego tak bardzo serio. Od samego początku zastanawia mnie obecność w tym zestawie złotego naszyjnika - planując strój całkowicie srebrny, na pewno go tam nie dołączyłam. No i wygląda na to, że na prawdziwej osobie lub innym manekinie strój prezentowałby się lepiej - tutaj legginsy wiszą smętnie zamiast podkreślać zgrabne nogi, fajna tunika staje się babciną bluzką, a kopertówka musi być przypięta do paska, bo brakuje rąk (mimo wszystko powinna być przypięta przodem). 
Tyle napisałam, że nie wiem, czy dam radę jutro powrócić ze styczniowymi stylizacjami, ale spodziewaj się ich w najbliższym czasie.

piątek, 26 września 2014

Madika i Berbeć. Część III.

I pomyśleć, że jeszcze sto lat temu była taka ładna pogoda. Dzisiaj co prawda na moment wyjrzało słońce, ale akurat nie był to ten moment, kiedy wychodziłam z domu. Raczej ten, kiedy odkurzałam. Dzisiaj rano usłyszałam też jedną z najokropniejszych wiadomości - nadchodzi zima stulecia! I ma się zacząć już w październiku. Niby próbuję sobie tłumaczyć, że to tylko telewizja, a telewizja kłamie, że to tylko prognoza, a prognoza się myli, ale jak słyszę, że pies niejadek robi zapasy tłuszczyku na zimę, to jednak jestem przerażona. Już dzisiaj musiałam założyć trencz, którego nie dałam rady dopiąć i wziąć w dłoń parasolkę, czego nienawidzę. Kurtki na jesień jeszcze nie kupiłam, a gdzie mi tam do zakupu płaszcza zimowego. Zwłaszcza, że wcale nie chcę go kupować. Gdyby nie to, że sama z siebie mam największy rozmiar świata, mogłabym pożyczyć od kogoś większego. Zresztą chyba kiedyś już o tym pisałam. Na deszczową pogodę na szczęście mam kaloszki, czerwone, z biedronki, a nie, pardon, z Biedronki (głupi żart :)). Ale skoro ich dzisiaj nie założyłam, to przemokły mi buty i potem musiałam pić herbatę. Stwierdziłam za to, że, jeżeli chodzi o swetry, też jest krucho. Mam same kardigany, których nie dam rady zapiąć, albo narzutki, których w ogóle się nie zapina. Nie lubię swetrów ani bluz wkładanych przez głowę, mam kilka, ale i tak się w nie nie zmieszczę. Od Mamy mojego Męża dostałam świetny sweter z kapturem, zapinany na kołeczki (jak tak czytam, co napisałam, to chyba jednak on się zapina na guziki, ale nie będę szła sprawdzać) wyłożony futerkiem, jeżeli faktycznie zima stulecia nadejdzie w październiku, będę go nosić ciągle. Jeżeli nadejdzie w listopadzie, pewnie przyda się dopiero za rok. Dlatego postanawiam, że we środę, komponując październikowe zestawy w Bidze, poszukam dla siebie kurtki/płaszcza, swetrów wkładanych przez głowę i legginsów (na nogi, nie przez głowę). Może jeszcze jakichś spodni. Ostatecznie spódnic. Sukienek nie szukam. Sukienki i tak wezmę:(




A propos sukienek, tę ze zdjęcia mam właśnie z Bigi. Śliski materiał, uroczy kołnierzyk i, przede wszystkim, serduszkowy nadruk, sprawiły, że wyobraziłam ją sobie jako idealną kreację weselną. Tak się złożyło, że niedługo później, zupełnie niespodziewanie, zostałam zaproszona na wesele do znajomych. Aga i Piotrek, jeszcze raz wszystkiego najlepszego! Niestety zdjęcia kreacji weselnej nie mam, bo popsuł nam się samochód. Tak, wiem, to wszystko wyjaśnia. No, nie było czasu po prostu. A wtedy, na spacer, do serduszkowej sukienki wybrałam serduszkowe okulary, serduszkowe kolczyki (jakoś rzadko mam okazję je założyć, a bardzo mi się podobają), słomianą torebkę, słomiany kapelusz i najwygodniejsze sandały świata. A, no i jeszcze serduszkowy pasek, kupiony (kto zgadnie gdzie?) w pewien środowy poranek za 2 złote. I chyba zapłacili za niego Rodzice.