Od niemal ośmiu lat mieszkam prawie naprzeciwko ogrodu botanicznego, jednak dopiero rok temu się tam wybrałam. Nie jestem jakąś szczególną fanką roślinek, w ogóle się też na nich nie znam, ale wycieczkę tę zaliczam do udanych. (Szczerze mówiąc, ja chyba wszystkie wycieczki zaliczam do udanych). Aż trudno mi było uwierzyć, że w samym centrum wielkiego miasta może mieścić się tak duży i różnorodny kawałek zieleni.
Innym tajemniczym ogrodem, który odkryłam rok temu, był sklep Łatka. Niestety istniał tylko kilka miesięcy, ale i tak udało mi się zerwać tam kilka ładnych kwiatków :). A było tak. Najpierw pojawił się interesujący szyld i informacja o otwarciu, ale bez konkretnej daty. Oczywiście nie odważyłam się wejść. Kolejnym razem jednak pchnęłam niesamowicie ciężkie drzwi i zaczęłam eksplorować. Pierwsze wrażenia były nienajlepsze, po szmateksie, który ma tak ładny szyld i nawet fanpage na Facebooku, spodziewałam się czegoś więcej niż nie do końca czyste ubrania z Primarka. Coś mnie jednak tam przyciągało i okazało się, że z czasem było coraz lepiej. Chodziłam do Łatki chyba kilka razy w tygodniu, zawsze w poniedziałki na nową dostawę, a później wpadałam też, kiedy ceny były niższe. Ledwie kilka razy wyszłam bez niczego nowego i byłam wtedy z siebie bardzo dumna, że nie wydałam niepotrzebnie pieniędzy. Asortyment znałam doskonale, wiedziałam już, co warto kupić od razu, a po co spokojnie mogę wrócić za jakiś czas. Zdarzyło mi się też być na Midnight shoppingu nazywanym przez mojego Męża wernisażem w szmateksie. Jakoś tak początkiem czerwca wypatrzyłam na dostawie świetną sukienkę w maki, ale ciągle odkładałam i odkładałam ten zakup, wreszcie poszłam po nią i okazało się, że za kilka dni sklep zostanie zamknięty i to była moja ostatnia szansa, żeby ją kupić. A jest to naprawdę idealna sukienka. Potem pojechałam na ślub Przyjaciółki, a kiedy wróciłam, Łatki faktycznie już nie było. Miała powrócić w jakimś innym miejscu, ale skoro nie stało się to do tej pory, już chyba nie ma na co liczyć. Postanowiłam się przeprosić z pobliskim sklepem Dawo, bo nic ciekawszego w okolicy nie mam. A uwieczniona na zdjęciu spódnica w papryczki to jeden z łatkowych skarbów.
.jpg)
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz